środa, 3 sierpnia 2011

Na dzień dobry, czyli rozeznanie

Z wielką przyjemnością dołączam do grona osób, które podjęły się wyzwania Rosja w literaturze i czynię swoją powinność, czyli staram się napisać co nieco "na dobry początek".
Jeśli chodzi o moje doświadczenia z rosyjską literaturą to można by rzec, że "jakieś tam są" i "coś się czytało"; tego "cosia" jest nawet całkiem sporo, chociaż niektóre pozycje były czytane tak dawno temu, że ledwie je pamiętam. Mówiąc krótko: sporo za mną, więcej przede mną, co niewątpliwie cieszy.
Moje plany czytelnicze (najbliższe):
F. Dostojewski Biesy
F. Dostojewski Idiota
L. Tołstoj Wojna i pokój
L. Tołstoj Anna Karenina
M. Lermontow Bohater naszych czasów
V. Nabokov Lolita
B. Pasternak Doktor Żywago
Zbiór opowiadań pisarzy rosyjskich Królowa pocałunków. Opowiadania o miłości.

"Anna Karenina" Lew Tołstoj + audiobook w wykonaniu Anny Polony

No dobra, poszłam na łatwiznę. Z racji kiepskiego wydania i bardzo małej czcionki kupiłam audiobooka.  Tym sposobem zakochałam się w głosie Anny Polony. Nie wiem co mnie bardziej urzekło, treść powieści? czy wykonanie?

"Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób" - to chyba najczęściej cytowane zdanie z tej powieści. Rozpoczyna ono utwór i w mistrzowskim skrócie zapowiada jego treść. "Anna Karenina" to historia trzech nieszczęśliwych rodzin, a każda z nich jest nieszczęśliwa z innego powodu.  

Pierwsza historia to miłość tytułowej bohaterki. Anna - szanowana żona wysokiego urzędnika carskiego, piękna, inteligentna, zachwyca wszystkich na salonach. Nie kocha o 20 lat starszego męża, złakniona jest jednak gorącego uczucia, długo opiera się przed miłością innego mężczyzny. Odrzuca w końcu konwenanse. Kiedy czuje się w końcu szczęśliwa i spełniona, stwierdza, że nie potrafi dłużej żyć w kłamstwie. Wyznaje więc mężowi prawdę. Jednak cena szczęścia okaże się dla niej zbyt wysoka. Traci wszystko: ukochanego syna, przyjaciół, szacunek środowiska. Jej kochanek - Aleksy Wroński - jest wolny, może bywać w towarzystwie, w świecie. Anna dusi się, zamknięta w złotej klatce, nie potrafi pokochać malutkiej córeczki "Wszystko w niej było takie milutkie, choć nie chwytało za serce", jak pierworodnego syna-Sieriożę. Ma leżeć, pachnieć i czekać na Wrońskiego, który pomiędzy swoimi atrakcjami przybywa do domu. Anna popada w depresję, dręczy siebie i Aleksego atakami zazdrości, żąda ciągle potwierdzenia ich uczucia. I tu cienka linia łącząca miłość i nienawiść pęka.

Drugi wątek to miłość księżniczki Kitty Szczerbackiej i właściciela ziemskiego Konstantego Lewina. Konstanty jest dużo starszy, oświadcza się Kitty, ale ona odrzuca propozycję i długo musiała dojrzewać do tego związku. W końcu wychodzi za niego. Niestety zbyt duża równica wieku, sprawia, że nie są szczęśliwi. Konstanty najpierw nie mógł uwierzyć, że Kitty może jednak go pokochać, ciągle żądał od niej utwierdzenia uczuć. Często się kłócą, potem godzą, następnie Lewin nie potrafi sobie poradzić z zazdrością o żonę. Poza tym ma poczucie zaniedbywania obowiązków społecznych i nie jest w stanie pokochać swojego dziecka.

Trzeci nieszczęśliwy związek to rodzinna brata Anny-Stiepana Obłońskiego i jego żony Dolly. Dawno wygasło uczucie ich łączące. Dolly z trudem dochodzi do siebie po licznych porodach, Stiepan jest nią znudzony i szuka nowych atrakcji. Ona wybacza mu najpierw pierwszą zdradę ze względu na dzieci i trwają dalej uschłym małżeństwie z przyzwyczajenia oraz konwenanse. Potem Dolly zdradzana już regularnie nie ma siły i zdrowia, aby się temu przeciwstawić.

Trzy kobiety i trzy odmienne postawy. Anna spragniona namiętnego uczucia poświęca wszystko, aby zaznać odrobiny szczęścia. Kitty trochę niedojrzała zarówno do miłości jak i małżeństwa, trochę "puściutka", lubiąca bale, tak naprawdę sama nie potrafiła się zdecydować, kogo chce za męża  i liczyła na to, aby ktoś nią pokierował. Natomiast Dolly znosi wszystkie zdrady męża, ale nie tylko ze względu na dzieci, ale też dla własnej wygody. Po prostu nie wyobraża sobie innego życia, dlatego na wszystko przytakuje. Dla nich wszystkich życie rodzinne było  źródłem cierpień.

Mężczyźni też prezentują odmienne postawy. Dla Karenina- męża Anny - liczy się bardzo opinia ludzi. Szanowany, pobożny, błyskotliwy, inteligentny, o wysokich zasadach moralnych, zajmuje bardzo wysoką funkcję państwową. Lubi z żoną pokazywać się na bankietach, balach, przepiera go duma, że jest piękna i budzi zachwyt na salonach, ale tak naprawdę Anna jest mu obojętna i nawet zaakceptowałby jej romans, gdyby nic nie zauważono w towarzystwie. 

Wroński - elegancki, przystojny i bogaty oficer, podobał się kobietom i miał tego świadomość, "petersburski fircyk"- tak o nimówi ojciec Kitty. Jest raczej typem zdobywcy, gdzie po osiągnięciu celu mija jego zapał. Romans dodawał mu splendoru, zaspokoił jego ambicje. Jednak Annę kocha prawdziwie. "To nie był chwilowy szał - pisze Tołstoj. - Anna była mu droższa niż życie". Dla niej porzuca doskonale zapowiadającą się karierę wojskową. Z czasem zazdrość Anny przytłacza jego miłość i  namiętność.

Natomiast Konstanty Lewin pochodzi ze starego szlacheckiego rodu. Jest gwałtowny i ambitny, interesuje się nauką, jest dobrym gospodarzem, przyjaźni się z chłopami i pomaga im w pracy. Gardzi służbą publiczną, ponieważ chciałby, by praca zawsze miała określony cel. Lewin pragnie życia rodzinnego, miłość jest dla niego możliwa tylko w małżeństwie. I nie trudno się domyślić, że postać Lewina ma sporo cech autobiograficznych autora. Tołstoj, tak jak jego bohater, o mało nie spóźnił się na swój ślub do cerkwi i podarował swojej żonie dziennik o wcześniejszym kawalerskim życiu. Poza tym w usta Lewina włożył Tołstoj cały swój manifest dotyczący spraw społecznych, politycznych i obyczajowych.   

Tołstoj bardzo barwnie również opisuje obyczajowości arystokracji na tle epoki. W mieście bale, bankiety, wyścigi, spotkania na krykieta; na wsi - polowania i wszędzie to wszechobecne "bycie w towarzystwie".

Jeśli chodzi o całą powieść, to jestem delikatnie zawiedziona, spodziewałam się większych namiętności. Tymczasem Tołstoj za dużo miejsca poświęca sprawom społecznym, tak jakby chciał wyrazić cały swój pogląd i sprzeciw, dlatego powieść momentami się dłuży. Jednak z wypiekami na twarzy, czytałam i słuchałam, wątków miłosnych, szczególne Anny i Wrońskiego.  

Jak wynika z dzienników Tołstoaja - był on seksoholikiem (ale takim z zasadami) nie radzącym sobie ze swym libido.  I raczej był zwolennikiem powiedzenia Nietzschego, że "Szczęście mężczyzny brzmi: ja chcę. Szczęście kobiety: on chce". Poza tym był bardzo rozczarowany swoim życiem rodzinnym, stąd te nieszczęśliwe historie małżeństw, nie wierzył chyba w prawdziwą miłość i miał na to swój pogląd. Miłość wyłącznie cielesna i zmysłowa staje się siłą niszczącą, dopiero miłość kultywowana w atmosferze czułości, prawdy i radości rodzinnego życia przynosi harmonię i szczęście. Niestety nie dane to było ani Tołstojowi, ani jego bohaterom.
Swoją przygodę z Tołstojem  zaliczam do udanych, choć nie zauroczył mnie tak jak Dostojewski.
 
I jeszcze mam jedną dygresję. Choć zmieniły się czasy, konwenanse, to jednak za to samo uczucie, kobiety zawsze płacą większą cenę, a często - największą. To one zwykle poświęcają więcej dla miłości, odrobiny szczęścia. Ale jak to by powiedział Lewin vel Tołstoj "Ale co począć, co począć".

Recenzja też u mnie Zapraszam

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

"Pułapka na sponsora" Tatiany Polakowej

Tatiana Polakowa
 Nowy cykl rosyjskich kryminałów humorystycznych zaczyna Pułapka na sponsora Tatiany Polakowej. Akcja dzieje gdzieś w niemałym mieście rosyjskim, a bohaterkami są dwie przyjaciółki: Anfisa i Żenia. Pierwsza pracuje w firmie turystycznej, druga jest dziennikarką. Tak się składa, iż obie tak kochają literaturę, że piszą teksty znane jednak tylko sobie samym, ale to Anfisa zdaje się mieć talent.
A wszystko zaczęło się od napisanego kryminału, który należałoby wydać, a więc znaleźć sponsora. Dziwnym zbiegiem okoliczności zaczyna wokół niego dziać się coś niedobrego, wywołuje niezdrowe  zainteresowanie, a nawet dochodzi do zejścia paru osób. Morderstwo w domu z kolumnami Anfisy jest zbyt blisko życia.  Kobiety są zmuszone w imię własnego bezpieczeństwa zainteresować się związkami fabuły ze światem wokół nich.
Perypetie bohaterek przypominają mi grę w zimno, ciepło, gorąco, bo nie ma to jak wścibskie kobiety, które postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce. Powieść Polakowej nie rości sobie pretensji do ukazywania mrocznych skandynawskich klimatów ujawniających się w psychice bohaterów i ich otoczeniu, lecz posługuje się raczej konwencją pomyłek. Warsztat rosyjskiej autorki odznacza się również dużym zmysłem obserwacyjnym ludzkiego życia, ale i umiejętnością rozładowywania napięć humorem słownym. Wiele tu trafnych point, gry słów. Tak się skupiamy na zdarzeniach które stają się udziałem bohaterów, że nawet wyjaśnienie przypadków kryminalnych istnieje obok życia samozwańczych śledczych. Wizyty towarzyskie łączą się z bukietem kwiatów, tortem i trunkiem, czasami w gości zabiera się czekoladki.
Poprzedni cykl z Olgą Riazancewą był bogatszy w kreśleniu sylwetki detektywa-amatora, przejmujących zdarzeń z jej życia, krytycznych i ironicznych ocen rzeczywistości, ten poprzez znacznie większą dawkę humoru również między wierszami pozwala dostrzec wiele aspektów rosyjskiego życia codziennego.

Podsumowanie pierwszego roku wyzwania

Rok za nami! Czas na małe podsumowanie i garść statystyk, zobaczmy jak nam na razie idzie, a może będzie to dla nas dobrą motywacją do pisania kolejnych recenzji.

Po pierwsze nasze wyzwanie ma wyjątkowo dużo uczestników: aż 68! Wśród nich pierwsza trójka najaktywniejszych wygląda następująco:
1. nutta z blogu niecodziennik literacki (13 recenzji!) - niekwestionowany lider naszego wyzwania :)
2. tu są ex equo aż trzy osoby, które zamieściły po 8 recenzji:
    Quaffery (Moje lektury)
    kornwalia (Mikropolis)
3. dededan (czytam bo lubię) z 7 recenzjami

Wszystkim jednak dziękujemy za wytężoną pracę! Liczymy też, że te osoby, które ograniczyły się jedynie do przywitania i napisania swoich planów zdecydują się wkrótce na napisanie swojej pierwszej recenzji, zwłaszcza, że takich uśpionych uczestników mamy aż 12. Czekamy na Was! :)

No to teraz pochylmy się nad tym o czym pisaliśmy. Zdecydowanie królują tu kryminały, a konkretnie te autorstwa Borysa Akunina (18 recenzji) i Aleksandry Marininy (12). Jednak spore powodzenie miała też literatura poważniejsza, a nawet klasyka. Omawialiśmy więc Bułhakowa (poświęcono mu 8 postów), Tołstoja (7), Dostojewskiego, Nabokova i Sołżenicyna. Najpopularniejszym autorem piszącym o Rosji, ale urodzonym poza jej granicami był wśród nas Jacek Hugo-Bader (5 recenzji).

W sumie przeczytaliśmy 124 książki aż 80-ciu autorów!
Napisaliśmy 249 postów. Najpopularniejsze (z tych omawiających książki), to:
1. "Zapiski myśliwego"- Iwan Turgieniew autor: visell (81 wyświetleń)

Całego bloga Rosja w literaturze wyświetlono przez ten rok 21667 razy, co oznacza, że dziennie mamy ok. 60 wejść. Pod względem pisania recenzji najaktywniejsi byliśmy w styczniu 2011 - pojawiło się ich wtedy aż 34.

niedziela, 24 lipca 2011

Goła pionierka

Michaił Kononow
Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005


O czym może być współczesna rosyjska literatura (przynajmniej ta, którą się u nas wydaje), jeśli nie jest kryminałem ani fantastyką. Wiadomo – o wojnie. 

Różnie już wojnę opisywano, ale Goła pionierka jest jednak dość nietypowa. Ironiczna, prześmiewcza wizja wojennych trudów sowieckich żołnierzy na froncie Wojny Ojczyźnianej i oblężenia Leningradu. Pisana jest mieszaniną poetyckiego, mistycznego wręcz języka, mowy prostych ludzi i politycznej agitki.

Bohaterką jest niespełna piętnastoletnia Masza Mucha, nadzwyczaj uświadomiona politycznie pionierka, jeszcze nie kosomołka1, bo za młoda. Ale wystarczająco dorosła, żeby walczyć za Ojczyznę i nieść pociechę i wsparcie duchowe i cielesne twarzyszom oficerom na froncie. W dzień walczy na froncie, w nocy w ziemiance niesie pocieszenie oficerom. Ale nie koniec na tym jej bohaterstwa, bo w nocy, w snach jest Czajką, samotnie szybującą nad frontem i oblężonym miastem i w pojedynkę walczącą z Niemcami.

W tej książce nic w końcu nie okazuje się takie, jak się początkowo wydaje. Świadoma pionierka Mucha, to biedne zindoktrynowane dziecko, które w głębi duszy doskonale czuje koszmar swojego położenia. Dzielni wojacy to armatnie mięso, źle uzbrojone i źle wyposażone, posyłane na śmierć, bo radziecka krew jest tania. A szlachetny dowódca z Czajki snów, to zwykły zbrodniarz.

Mam mieszane uczucia po lekturze Gołej pionierki. Nie mogę powiedzieć, że mi się podobała, bo ta książka chyba nikomu nie może się podobać w dosłownym znaczeniu tego słowa. Niemniej jednak zrobiła na mnie wrażenie, bo też i nikogo chyba nie pozostawi obojętnym.
Więcej na moim blogu. Zapraszam.

1To nie literówka, takiego słowa używa autor.

piątek, 22 lipca 2011

"Wycieczka na tamten świat" Anna i Sergiej Litwinowie


Anna i Siergiej Litwinowie - rodzeństwo pisarzy, które zadebiutowało w 1999 roku, wygrywając ogłoszony przez dziennik „Komsomolska Prawda” konkurs na najlepsze opowiadanie kryminalne. Anna jest z wykształcenia dziennikarką, w wolnym czasie uprawia spadochroniarstwo. Siergiej, inżynier energetyk, pasjonuje się archeologią. Wspólnie są autorami ponad czterdziestu powieści i czterech zbiorów opowiadań. Ich książki osiągnęły w Rosji nakład ponad 6 milionów egzemplarzy. Cykl o Tani Sadownikowej został zekranizowany (ze strony Wydawnictwa Oficynka) 


Na początku powieści poznajemy trójkę bohaterów:
Tania -  25-letnia pracownica agencji reklamownej, od 15 roku życia uprawia spadochroniarstwo, piękna, pewna siebie i świadoma własnej urody, co bez skrupułów wykorzystuje, lubi wygodę i komfort, dlatego wybiera bogatych cudzoziemców, aby korzystać z życia i przy tym dobrze się bawić. Igor - 31-letni bardzo inteligenty moskwianin, posiada doskonałą pamięć matematyczną, z której umiejętnie korzysta grając w karty, nie jest jednak oszustem, polega tylko na własnych zdolnościach i talencie. Dima - 25-letni dziennikarz, ambitny i wciąż szukających ciekawych tematów, dostaje zlecenie, aby napisać tekst o grupie spadochroniarskiej, wcielając się oczywiście w jednego z nich. 

Młodzi bohaterzy należą do średniozamożnej klasy społecznej new Russians, która miała dobry start i przy trochę szczęścia w życiu. Pierwszy raz spotykają się przypadkowo w samolocie lecącym do Archangielska. Fatalnym zbiegiem okoliczności cała trójka skacze na spadochronach (dwóch) ze samolotu i zostaje oskarżona o spowodowanie wybuchu na tym samolocie. I tak zostają terrorystami ściganymi przez służby...

Pościgi, ucieczki, Russian mafia, strzelanina, adrenalina, rosnące napięcie, porwanie wszytko to można znaleźć w tej powieści. Tak jak w dobrym amerykańskim filmie sensacyjnym

Bardzo zabawna fabuła, podszyta tajemniczą historią o drogocennym brylancie z końca XVIII wieku, wartka, wręcz dynamiczna akcja, nie ma tu miejsca na roztrząsanie decyzji, dylematy morale, wszystko dzieje tu się bardzo szybko. Kreacja bohaterów jest wyrazista, lecz nieskomplikowana. Mnie najbardziej podobał się Igor. Lubię takich bohaterów, którzy powoli odkrywają karty, są trochę niedostępni, a z drugiej strony pociągający.
 
I zakończenie - zaskakujące, choć trochę nieprawdopodobne. W świecie realnym tak prosto by się chyba nie skończyło, ale świetnie się to czytało. I z miłą chęcią przeczytam następne powieści Litwinów. 

recenzja też u mnie Zapraszam 

poniedziałek, 18 lipca 2011

Biada fałszywym prorokom. "Pelagia i czerwony kogut" Boris Akunin

Niegdyś pianie koguta budziło całe wsie i małe mieściny. Oznajmiało, tym samym, że oto nastał nowy dzień, iż czas na rozpoczęcie codziennych, gospodarskich czynności.

Dzisiaj koguta możemy zobaczyć tylko w tradycyjnych wiejskich zagrodach, czy na nowoczesnych farmach. Raczej nie budzi już ludzi ze snu i nie obwieszcza nadejścia świtu, czy początku dnia pracy.
Czasami podczas podróży po zapomnianych zakamarkach naszego kraju drogę przebiegnie nam nie tylko czarny kot, ale też dostojny, czerwony kogut, który w żadnej mierze nie wygląda na zwierzę niezwykłe, a wydaje się po prostu nadzwyczaj pospolity.

A jednak kogut ma ponoć wielką moc. Nie tylko potrafi bezbłędnie znaleźć drogę i wyprowadzić z ciemnego, krętego labiryntu lub ogromnej jaskini, lecz może także przyczynić się do przeniesienia człowieka, zarówno w czasie, jak i przestrzeni. Ponadto to przecież takie miłe stworzenie...

Co łączy kogucią moc z rudowłosą czernicą? Jak siostra Pelagia wyjdzie z kolejnych tarapatów?
By przeczytać ciąg dalszy recenzji zapraszam na mojego bloga.

czwartek, 14 lipca 2011

Mikołaj Gogol - Martwe dusze

 
Wydawnictwo: Książka i Wiedza, 1949
Pierwsze wydanie: Мёртвые души, 1842
Stron: 288
Tłumacz: Władysław Broniewski
 
Ocena: 5/6

Wreszcie! Zawsze miałam swoje małe molowe kompleksy na punkcie kompletnej nieznajomości sławnego Gogola. W końcu mistrz Dostojewski już twierdził "My wszyscy z niego" i jeśli miał na myśli literaturę rosyjską jako taką, to pozostaje mi tylko przytaknąć, bowiem szybko zauważa się jak ci wielcy (Dostojewski, Tołstoj, Czechow) musieli zaczynać sami od czytania Gogola. Już w nim jest ten specyficzny rosyjski nerw, to specjalne opisanie świata i uważny obserwator Rosjan i ludzkiej natury ogólnie.

Zupełnie zaskakujące było dla mnie odkrycie, że Gogol napisał Martwe dusze w wieku 32 lat. Napisać w tym wieku powieść zwieńczającą pisarską karierę, uznaną później za jego najświetniejsze arcydzieło; książkę zaliczaną do światowego kanonu i czytaną do dzisiaj! A przecież nie raz miałam wrażenie, że napisał to jakiś staruszek, z siwą brodą, opatulony kocem, z pomarszczoną twarzą, pełen gorzkiej wiedzy i rozczarowania ludźmi... Plany były wielkie: miał to być początek trylogii, jak się wydaje, o Rosji. Nikołaj jednak okazał się szalenie wrażliwy na krytykę i po wysłuchaniu serii zarzutów na swój temat jakoby szkalował swoim dziełem mateczkę Rosję i szlachetnych krajan wpadł w depresję. Spalił to, co napisał później i w ogóle skończył marnie: istnieje teoria, że pochowano go żywcem.
 
Ciąg dalszy u mnie --> Mikropolis

niedziela, 3 lipca 2011

"Długi marsz" - Sławomir Rawicz


Nic nowego pewnie nie napiszę o "Długim marszu". O historii "wielkiej ucieczki" z sowieckiego łagru po ekranizacji Petera Weira słyszeli już chyba wszyscy. Wiele ciekawych informacji znajdziecie na blogu "Fotel przy kominku", między innymi o historii powstania książki, autor bloga zadał sobie również sporo trudu w zestawieniu głosów krytycznych dotyczących książki (min. dotyczącej autentyczności opisywanej historii) i bezlitośnie się z nimi rozprawił:).

Moim zdaniem największą jej zaletą jest wciągająca historia (która zaowocowała ekranizacją i 20 milionami sprzedanych egzemplarzy na świecie) w połączeniu z faktem, że opowiada o reżimie komunistycznym. Popularnych historii odsłaniających ciemne strony faszyzmu jest sporo. Działalność partii faszystowskich jest w wielu państwach zakazana. Tymczasem jeśli chodzi o komunizm - mamy koszulki z Che Guevarą, pielgrzymki noblistów do Fidela, a literatury łagrowej jakoś nikt nie ekranizuje. Tymczasem "Długi marsz" w skondensowany sposób przekazuje spory ładunek informacji o archipelagu "Gułag". Zaawansowani znawcy tematu zapewne wzruszą tylko ramionami. Ilu jest jednak takich na Zachodzie?
W czasach, gdy ja chodziłam do liceum, w programie był jeszcze "Inny świat" Herlinga-Grudzińskiego. Czy chyłkiem nie opuścił listy lektur albo nie został przycięty do kilku fragmentów? Czy za kilka lat w szkole w ogóle będzie się można dowiedzieć czegokolwiek na temat patologii systemu komunistycznego?
Na wszelki wypadek warto się zatem zaopatrzyć w egzemplarz "Długiego marszu". Książka zresztą świetnie się nadaje na prezent. Podarowana zazwyczaj nie kurzy się na półce, lecz jest czytana przez kilka osób.

Błogosławieni cisi mnisi. "Pelagia i czarny mnich" Boris Akunin

W języku łacińskim oznacza "miejsce zamknięte".
I faktycznie takim jest - otoczony murem, masywny, schowany w odosobnieniu, całkowicie wyizolowany oraz samowystarczalny.

Klasztor chrześcijański w dzisiejszych czasach nie różni się znacznie od tych dawniejszych, klasycznych zespołów klasztornych, które powstawały choćby w średniowieczu.
Ale wyraźnie widać, iż obecnie staje się coraz bardziej otwarty, wychodzi do ludzi starając się pomóc w rozwiązaniu ich problemów i nie chowa się już, jak niegdyś, w cieniu.

W dalszym ciągu jednak chcący zamieszkać w klasztornych murach muszą wyrzec się życia rodzinnego, przyjąć surowe zasady tam panujące, łącznie z zachowaniem tajemnicy życia w klauzurze.
Tej zagadkowej aurze sprzyja fakt, iż architektura większości klasztorów, szczególnie tych w obrządku typowo wschodnim, bądź prawosławnym, przywodzi na myśl twierdze obronne - wysokie, grube mury, niewielkie okna, zamknięty teren, usytuowanie na wzgórzu, skale, czy nawet na wyspie.

Nowy Ararat pod względem dostępności nie wyróżnia się na tle innych prawosławnych monastyrów - położony jest bowiem na jednej z wysp Jeziora Modrego, co pozwala oczywiście na całkowite odosobnienie. Ale Ararat wcale nie chce się izolować.
W tym rosyjskim zespole klasztornym, zarządzanym przez przedsiębiorczego Witalisa II, obok tradycyjnych kościołów prawosławnych znajdziemy pensjonaty oraz hotele dla grzecznych i porządnych pątniczek, zaś niemalże na każdym rogu możemy napotkać warsztaty rzemieślnicze prowadzone przez mnichów. Jest tu także port, do którego niemal codziennie przybija prom pełen rządnych zwiedzania i oczywiście wyciszenia się pielgrzymów. Po ulicach chodzą dostojne damy ubrane według najnowszej mody, pod rękę z przystojnymi i kulturalnymi dżentelmenami, ale można spotkać też bardzo nietypowych indywidualistów, którzy znienacka napadają na nas w porcie i wygadują przedziwne rzeczy, albo zagadują podczas spaceru brzegiem morza i dzielą się z nami swoimi przygnębiającymi oraz nużącymi refleksjami.
Niewątpliwie wydadzą się nam ekscentrykami, może nawet wariatami, a są po prostu pacjentami znajdującego się na wyspie szpitala psychiatrycznego doktora Korowina.
I to wszystko, ta cała mieszanka różnorodnych ludzi, nie pasujących do krajobrazów klasztornych, aury dziwaczności i paradoksu to właśnie cały świętobliwy nowoararacki monastyr, pamiętający jeszcze czasy świętego Wasiliska.

Ciąg dalszy recenzji na moim blogu.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

"Kyś" Tatiana Tołstoj


Nie miałam w planach, ale książka wpadła w moje łapki.  

Nazwisko Tołstoj zobowiązuje. Pisarz, który je nosi, powinien pisać naprawdę dobrze. Tatiana Tołstoj to potrafi i rzeczywiście jest wnuczką pisarza. Nie Lwa jednak, a Aleksieja, znanego w Rosji z literatury dla dzieci. Poza tym jej babka pisała wiersze, a dziadek był tłumaczem. 

Tatiana przedstawia świat, który wskutek jakiegoś bliżej nieokreślonego Wybuchu cofnął się do epoki kamienia łupanego. W miejscu, gdzie kiedyś była Moskwa, znajduje się skupisko drewnianych osad, zamieszkałych przez prymitywnych   mutantów.  Nie  ma tu człowieka bez feleru, defektu. Jeden  ma ogon, inny rogi, pewna kobieta jest łysa, a z głowy wyrastają kogucie grzebienie, niektórzy  mają łuski, skrzela, są gigantycznego wzrostu. Wszystko to Effekt po Wybuchu. 

Gród ten nazywa się  Fiodoro-Kuźmiczów. Struktura społeczna posiada tu  ścisłą hierarchię. Na samej górze drabiny stoi Najwyższy Basza Fiodor Kuźmicz, oby żył długo, który obdarował ludzi ogniem i wymyślił koło, skonstruował łódź drewnianą i sanie. Poza tym cały czas wydaje ukazy, np. o ustanowieniu Dnia Kobit, inaczej babskiego Święta,  podczas którego nie wolno tłuc żon i matek - pod warunkiem, że wstaną raniutko, pierogów nagotują i wyszorują do czysta podłogi. I oczywiści każdej trzeba odpowiednio powinszować: "Życzę wam, Żono i Matko, i Babko, I Kuzynko abo insza Ptaszynko, zdrowia, szczęścia, pomyślności w pracy i życiu osobistym". Następny w hierarchii jest Główny Sanitarz, szef tajnej policji. Opływa we wszystkie dostatki, ale zarazem knuje spisek przeciw Najwyższemu Baszy, tym samym podejrzewając każdego mieszkańca o zdradę. Lud żywi się myszami i suszonymi "robachami". Ma też 'rdzę' zbieraną na trzęsawiskach, podobną do torfu, którą da się wykorzystać na wiele sposobów. Można ją pić, palić. Ponadto pieniądze mają tu mniejszą wartość niż talony, urzędnicy 'rzucają' towary na nieistniejący rynek, mieszkańcy kupują wszystko jak leci. Uczestniczą też w defiladach.

Natomiast główny bohater to Benedikt Karpow. Jego matka przyszła na świat przed Wybuchem i nie była w stanie pogodzić się z nowym ładem i cofnięciem się ludzkości w rozwoju intelektualnym. Dlatego wpajała synowi zamiłowanie do książek i opwiadała o dawnych czasach. Benedikt ma również skłonności do CHWILOZOFII. Oto przykład jego wywodu: "Ot, myślisz sobie, baba: i po cóż to jest taka baba? Poliki ma, brzucho, oczami mryga, gada coś do siebie. Głowa kręci, gębą kłapie, a w środku co ma? Mięsa moc, ćmę kości skrzypiących, kiszek obfitość, a więcej nie ma nic. To się śmieje, to stracha, to brwi nasępi - a czy naprawdę ma jakie czucie?  Myślenie? A nuż ona tylko udaje babę, a w samej rzeczy jest wilkołak z błota?  

Powieść jest przesiąknięta symboliką i aluzjami. Tołstoj zaczęła pisać „Kysia” w 1986 roku, choć jak sama twierdzi, nie jest to tylko odpowiedź na katastrofę w Czarnobylu, a na skutki rewolucji październikowej. Takie rozliczenie się z historią, Rosją, Rosjanami w bardzo satyrycznym ujęciu. Gratuluję autorce przede wszystkim odwagi i kunsztu każdego słowa. Wszystko to bowiem napisane jest stylem ludowo-archaicznym, ze słowami użytymi w pierwotnym znaczeniu. Tudzież słowa uznania dla tłumacza. Jest tu również nutka polskości, przywołane zostają nazwiska polskich pisarzy i poetów, tytuły dzieł, wierszy np. "Rzepka" Juliana Tuwima.

"Kyś" nie jest tylko książką o Rosji, ale również o współczesnym świecie, o dawnych "demoludach". Sam tytuł wzięty jest od dzikiego kota-rysia, na którego Rosjanie wołają (kis kis kis lub kysz).  Warto też wiedzieć, że 'ryś' jest po rosyjsku rodzaju żeńskiego. Właśnie taka jest dla autorki "Ruś" - kraina bliska sercu, zarazem barbarzyńska, rządzona przez aroganckich urzędników i bezwzględnych żandarmów. 

Polecam gorąco, ja przy czytaniu bawiłam się przednio.  

 I na koniec swoiste motto o książkach,  które wypowiada Nikito Iwanycz, przedstawiciel Dawnych, czyli tych przed Wybuchem: 
"Ale słowo, nakreślone w nich, twardsze jest od spiżu i długowieczniejsze niż piramidy! A? Zaprzeczysz może?"  

Recenzja też  u mnie Zaraszam

środa, 22 czerwca 2011

Biała gorączka, Jacek Hugo-Bader


Nazwisko Jacka Hugo-Badera wielbicielom literatury faktu nie powinno być obce. Wyraziste, znakomite teksty wielokrotnie przyciągały moją uwagę w prasie. Tym razem sięgnęłam po dwuczęściowy zbiór reportaży pod tytułem Biała gorączka. Pierwsza część nosi tytuł Znikający punkt i jest zapisem podróży przez Syberię z Moskwy do Władywostoku. Druga, o poetyckim tytule Pułapka na anioły, stanowi zbiór tekstów na temat Rosji i krajów postsowieckich. Wszystkie teksty łączy bardzo przejmujący obraz ludzi i ich losów, często tragicznych, naznaczonych piętnem sowieckiej przeszłości, biedy, chorób, alkoholu, narkotyków. To nie jest świat z kolorowych czasopism czy pierwszych stron gazet, pełen bogactwa i znaczenia. Autor pochyla się najczęściej nad ludźmi z samego dna, wykluczonymi, skazanymi na zagładę. Potrafi do nich dotrzeć, nie ocenia, tylko obserwuje, a powstający bliski kontakt przekłada się później na niezwykłe portrety i obrazy.
Zapraszam na mój blog.

sobota, 18 czerwca 2011

Szczęśliwi, którzy łakną sprawiedliwości. "Pelagia i biały buldog" Boris Akunin

Dziewiętnastowieczna Rosja była niewątpliwie państwem bogatym, rozległym
i coraz bardziej nowoczesnym. Na petersburskich i moskiewskich salonach w rytm najpopularniejszych melodii tamtych lat podrygiwali młodzi i starzy, bez wyjątku zamożni, Rosjanie ubrani według najświeższych trendów rodem z Europy Zachodniej - z francuskich oraz włoskich domów mody. Niekiedy domy wpływowych mieszczan zaszczycało swoją obecnością typowo kosmopolityczne towarzystwo - wzbogacone o Włochów, Francuzów, Brytyjczyków, Niemców. Wszyscy bez wyjątku rozprawiali o polityce, przede wszystkim polityce imperialnej, ale też o coraz większym ekspansyjnym apetycie kolejnych carów. Z pewnością pogardę w stałych bywalcach wzbudzały opowieści o coraz bardziej rozrastających się ruchach chłopskich, okraszone brakiem wiary w problemy społeczne, które nie mogły przecież dotkliwie nękać tak poważnej państwowości, jak rosyjska.

W tym samym czasie, gdy w miastach uciechom, zabawom i poważnym dysputom nie było końca, prowincja, szczególnie zawołżańska, żyła spokojnie, idąc miarowym rytmem, bez zbędnych ekscytacji przyjmowała miejskie nowinki. Z niewielkimi wyjątkami.

Najbardziej emocjonującą wiadomością ostatnich dni, która obiegła domy najważniejszych Zawołżan - podprokuratora Matwieja Bedryczowskiego, policmajstra Feliksa Lagrande oraz samego gubernatora Antoniego von Hagenau - a nade wszystko poruszyła ich szanowne i bardzo wpływowe małżonki, był fakt przybycia do guberni inspekcji Świątobliwego Synodu - instytucji czuwającej nad ochroną wiary prawosławnej, prawdziwej rosyjskiej inkwizycji.

Ciąg dalszy recenzji na moim blogu.

niedziela, 12 czerwca 2011

Dzeciństwo, lata chłopięce, młodość


Dzieciństwo, lata chłopięce, młodość, Lew Tołstoj, czyta Piotr Gasparski



Po tylu utworach Tołstoja przyszedł czas na jego powieściowy debiut. "Dzieciństwo, lata chłopięce, młodość" to pierwszy tom, który oczywiście nie wyczerpuje tematu i bogactwa życia pisarza, który posiłkował się charakterami i wydarzeniami z życia wziętymi. Jednak ja po drugi tom raczej nie sięgnę. Powiem szczerze, że nie przebrnęłabym przez to gdyby to nie był audiobook. Albo mam już przesyt Tołstoja albo wyjątkowo nudziła mnie ta książka.

SMIETANKA LITERACKA

wtorek, 7 czerwca 2011

Sonata kreutzerowska

Sonata kreutzerowska, Lew Tołstoj, tłumaczenie Maria Leśniewska, Znak 2010



Z przeczytanych ostatnio przeze mnie książek autorstwa Lwa Tołstoja to rozbudowane opowiadanie najmniej mi się podobało, stanowczo, pisarz lepiej się dla mnie sprawdza w formach dłuższych. Akcja toczy się w czasie jednej nocy, w pociągu, pasażerowie nawiązują przypadkową rozmowę, której tematem są kobiety i co za tym idzie małżeństwo, miłość itd. Każdy ochoczo wygłasza własne opinie, gdy do rozmowy wtrąca się przybysz i z rozbrajającą szczerością wyznaje, iż zabił swą żonę. Po tej dość szczególnej konfesji doszło do znacznej konsternacji w towarzystwie i tylko jeden śmiałek pozostał by wysłuchać historii Pozdnyszewa. Wcale im się nie dziwię, gdyby ktoś dosiadł się do mnie w przedziale i zaczął opowiadać jak ukatrupił swą połowicę od razu bym uciekła. I tak bohaterowie "Sonaty Kreutzerowskiej" jadą sobie pociągiem, mrok zapada, świece płoną, a szaleniec odkrywa przed nieznajomym swą duszę.

c.d. SMIETANKA LITERACKA

niedziela, 29 maja 2011

Zmartwychwstanie

Zmartwychwstanie, Lew Tołstoj, tłumaczenie Wacław Rogowicz, ZIELONA SOWA 2010



Jakoś uczepiłam się tego Tołstoja, ale to dlatego, że naprawdę mnie wciągnął, jest coś takiego w jego literaturze, co pozwala zagłębić się spokojnie w jego powieść, jak w stary, wysłużony, ale niezmiernie wygodny fotel. "Zmartwychwstanie" mimo dość nagminnego tonu moralizatorskiego w podtekstach, też mnie właściwie nie zawiodło. Książka wydana po raz pierwszy w 1899 r., czyli jeszcze w XIX wieku była pierwszą powieścią po 25 latach "milczenia" (w ym okresie wydawał jedynie krótsze formy prozatorskie) i oczywiście z niecierpliwością oczekiwaną. Ba, sam pisarz stwierdził, że lepszą niż "Wojna i pokój" czy "Anna Karenina", no mogłabym się tu z nim pokłócić.

c.d. SMIETANKA LITERACKA

sobota, 28 maja 2011

Trzydziesty piąty i później

Anatolij Rybakow
Państwowe Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 1990

Książka jest kontynuacją i kolejnym tomem cyklu Dzieci Arbatu. Dalsze losy młodych ludzi z Arbatu Rybakow opowiada tutaj jednak jakby mimochodem, na drugim planie, w tle wielkiej polityki Stalina. To Stalin jest głównym bohaterem Trzydziestego piątego... i jemu poświęcone jest najwięcej miejsca.

Opętany żądzą władzy i podejrzliwością wobec wszystkich, nawet ludzi z najbliższego otoczenia, Stalin bezwzględnie i konsekwentnie postanawia dokonać rewolucji kadrowej i napisać nową wersję historii. Za najskuteczniejsze narzędzie w osiągnięciu tego celu uznaje zaprowadzenie powszechnego terroru. Nikt więc nie może czuć się bezpieczny, ani starzy bolszewicy, ani ludzie z jego najbliższego otoczenia i rodziny, ani nawet sprzątaczki na Kremlu. Nic nie chroni tego, kogo stalinowski aparat terroru uzna za wroga ludu, żadne deklaracje wierności i lojalności nie są wystarczające, gdy w głowie Stalina zrodzi się podejrzenie.

Książka podobała mi się znacznie mniej od pierwszej w cyklu. Za dużo tu przemyśleń Stalina, za dużo nazwisk i polityki. Zwłaszcza, że czytelnik nie może mieć żadnej pewności i gwarancji, iż tak właśnie myślał i planował Stalin, jak opisuje Rybakow. Jeśli chciałabym poczytać o Stalinie, wybrałabym biografię, a od powieści oczekiwałam czegoś innego. Mimo to nie zniechęciłam się jeszcze do dalszych części Dzieci Arbatu. Może Strach będzie bliższy pierwszemu tomowi. 
 
Więcej na moim blogu. Zapraszam.

piątek, 20 maja 2011

"Zapiski Oficera Armii Czerwonej" - Sergiusz Piasecki


"Noc była czarna jak sumienie faszysty" - już pierwsze zdanie zapisków wydało mi się znajome. Nic dziwnego, jak się okazało trafiłam na książkę kultową. Pokolenia czytelników mogły pośmiać się z ignorancji Miszki Zubowa "oficera i konsomolca", mistrza sowieckiej nowomowy. Do lat 80-tych był to jednak śmiech nielegalny (wielu zapoznawało się z książką w formie bibuły), a do dziś jest mocno podszyty niepokojem. Przezabawne perypetie Miszki - kolekcjonera zegarków, wielbiciela sowieckiej kultury (a zwłaszcza jej najdoskonalszej emanacji- woszebijek*) oraz Józefa Stalina), na Dzikim Zachodzie mają swoje drugie dno - a jest nim los tych, którzy mieli pecha się z nim zetknąć. Zupełnie czasem przypadkowe kontakty z nim groziły uszkodzeniami ciała, zaprzyjaźnienie się i obdarzenie zaufaniem - utratą życia. Piasecki pokazuje, że spustoszenia dokonane w człowieku przez system totalitarny są nieodwracalne. Pustkę da się wypełnić tylko strachem i nienawiścią. A Miszka, na początku lektury przypominający humanoida, mimo wysiłków ludzi, z którymi się zetknie, nie zamieni się z powrotem w człowieka.
Książka jednocześnie zabawna (w czasie lektury trudno się powstrzymać, żeby nie zacząć się porozumiewać z otoczeniem za pomocą nowomowy (jak w tym przykładzie)) i ciężka. Pozostawia z niewesołymi refleksjami historycznymi i niestety także współczesnymi. Czy aby na pewno sami jesteśmy bowiem spadkobiercami opisanych przez Piaseckiego Polaków, czy może jednak więcej w nas Miszy Zubowa?



* woszebijka- odwszalnia
Opublikowane także na moim blogu.

czwartek, 19 maja 2011

Wojna i pokój


Wojna i pokój, Lew Tołstoj, PIW, 1984



Zdopingowana przez kochającą powieści historyczne babcię, "Wojnę i pokój" przeczytałam już dawno, dawno temu. Teraz, po latach dopatrzyłam się w niej paru motywów i symboli, których oczywiście wcześniej nie miałam szans zauważyć, no i nie czytałam już dla poznania samej treści. To co rzuciło mi się od razu w oczy to nieskończone pokłady ironii rosyjskiego pisarza i jego dystansu. Nie raz czytając któryś z tomów uśmiechałam się do siebie pod nosem, nie chodzi tu o jakieś otwarte żarty ze strony autora, ale delikatną ironię tkwiącą w treści, subtelnym komizmie sytuacji, ledwo uchwytnym w wypowiedziach bohaterów.

c.d. SMIETANKA LITERACKA

niedziela, 15 maja 2011

Kolor: czerwień. Zapach: czerwień


„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” Swietłana Aleksijewicz

Recenzji tej książki nie powinno być. Czytając publikacje Aleksijewicz trudno nie oprzeć się wrażeniu, że interpretacja „Wojny…” to nadbudowa, która zaciera pierwotne znaczenie Świadectw, samego tekstu. Przy tym wydawnictwie można wyraźnie poczuć, że zrecenzować tekst Białorusinki to nic innego jak nieudolna próba przekładu tego co znalazło się w książce. Powinnam pozwolić mówić samym bohaterkom – żołnierkom (jak to słowo absurdalnie brzmi w formie żeńskiej!) tak jak w przeważającej części tekstu zrobiła to sama autorka. To by wystarczyło. Wystarczyło, aż nadto żeby spróbować zrozumieć istotę i sens cierpienia. (Bez)sensu wojny!
***

Wojny powinno się opisywać fizjologią, wtedy nie byłoby powtórek z historii. Odcięte kończyny, odmrożenia, sczerniałe policzki, wypadające włosy, zęby, paznokcie… Wojny by nie było, jestem przekonana.

Zapraszam do przeczytania całej recenzji >>TUTAJ

sobota, 14 maja 2011

Nefrytowy różaniec, Boris Akunin


Jedną z ostatnio przeczytanych przeze mnie pozycji jest zbiór dziesięciu opowiadań o Eraście Fandorinie (siedmiu krótszych i trzech dłuższych), bohaterze cyklu Borysa Akunina, który swego czasu wydał Świat Książki, a ostatnio wznawia, choć według mnie w zdecydowanie gorszej szacie graficznej. Na szczęście opisywany zbiorek pod względem oprawy jest bardzo udany - zawiera liczne ilustracje autorstwa Igora Sakurova, które doskonale uzupełniają klimat przedstawionych perypetii jednego z moich ulubionych detektywów.

Do lektury całości recenzji zapraszam na mój blog.

czwartek, 12 maja 2011

Anna Karenina

Anna Karenina, Lew Tołstoj, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1984



Z "Anną Kareniną" mierzyłam się już kiedyś w liceum, więc wystarczająco dużo wody upłynęło by zrobić to jeszcze raz. Stwierdziłam, że człowiek bogatszy w doświadczenia wyciągnie już inne wnioski niż kiedyś. Nie będę więc opisywać treści dwutomowej powieści tylko od razu przejdę do wniosków tłukących mi się po głowie.

C. D. SMIETANKA LITERACKA

wtorek, 3 maja 2011

Dzieci Arbatu

Anatolij Rybakow
Państwowe Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 1988

Dzieci Arbatu, pierwsza z czterech części cyklu pod tym samym tytułem (pozostałe, to Trzydziesty piąty i później, Strach, Proch i pył), długo czekała na swoje pierwsze wydanie. Napisana została długo po śmierci Stalina, w 1966 roku, ale wydano ją dopiero w 1987 i od razu stała się głośna nie tylko w ZSRR, ale i za granicą. Książka opowiada o losach kilkorga młodych ludzi w latach trzydziestych w Związku Radzieckim, ale oprócz fikcyjnych bohaterów pojawiają się w niej też postaci historyczne, ze Stalinem na czele, zaś w historii młodego studenta i komsomolca Saszy Pankratowa można ponoć znaleźć elementy biografii autora. 
 
Wielość bohaterów występujących w książce daje czytelnikowi szeroki i przekrojowy obraz ówczesnego radzieckiego społeczeństwa. Cały korowód barwnych zróżnicowanych postaci, od skrajnych idealistów po wyrachowanych karierowiczów, a między nimi różne odcienie przeciętniaków, szaraków, jedni chcą przetrwać za wszelką cenę, inni mają granice, których nie przekroczą nawet dla ratowania życia. Osnową powieści są losy grupki młodych ludzi z Arbatu, rządowej ulicy w Moskwie, przy której wszyscy mieszkają. Poznajemy ich pod koniec trzydziestego trzeciego roku, gdy jeszcze z optymizmem patrzą w przyszłość, bo nikt z nich nie może przecież przewidzieć, że właśnie rozpoczyna się okres największego terroru w historii ich radzieckiej ojczyzny. Wydaje się, że są przyjaciółmi. Szybko jednak czytelnik przekonuje się, jak słabe i nietrwałe są łączące ich więzi, jak różnią się od siebie i jak odmiennych wyborów moralnych dokonają.

Dawno już żadna książka nie wywarła na mnie tak silnego wrażenia. Można ją czytać jak powieść przygodową, ale można też znaleźć w niej różne przesłania, wskazówki, odkryć nieznaną historię i dopatrzyć się podobieństw do zachowań współczesnych nam. 
 
Gorąco polecam Dzieci Arbatu.
A więcej o swoich wrażeniach z lektury napisałam na moim blogu, zapraszam.

piątek, 22 kwietnia 2011

W rajskiej dolinie wśród zielska, Jacek Hugo-Bader

Jacek Hugo-Bader
Rosyjska dusza jest jak spaniel, który, nawet jak mu jest wesoło, ma mordę rozpaczliwie smutną. 
Reportaże wcześniejsze niż Biała gorączka są zapisem stanu przejściowego między ZSRR a WNP, w którym każdy zajmie na dłuższy czas swoją półkę społeczną, osobiste zaszeregowanie. Szeroko pojęta Rosja (z Białorusią), Krym, Czeczenia, Kirgizja, Kazachstan to miejsca, w których wydobywa się lawa problemów, ale można odnaleźć ciekawych ludzi zadowolonych i zawiedzionych, dotkniętych nieszczęściem oraz kształtujących swoją małą stabilizację. Teksty dają pojęcie o różnorodności narodowościowej i kulturowej kraju, który kiedyś był przyjmowany poza granicami  jako monolit. Warto czytać Hugo-Badera, by zrozumieć ludzi w oderwaniu od polityki i w powiązaniu z nią.
(...)
Ciąg dalszy na blogu.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Wyspa Kanibali, Nicolas Werth

Znak literanova, 2011

Liczba stron: 290

Lata trzydzieste w Związku Radzieckim przebiegały bardzo burzliwie. Wpływ na procesy społeczne wówczas zachodzące miała przede wszystkim polityka Stalina narzucająca rolnikom powszechną kolektywizację, wysokie normy produkcji przekraczające ich możliwości oraz proces oczyszczania dużych miast z "elementów zdeklasowanych i szkodliwych społecznie". Kto zaliczał się do tego niechlubnego grona? Przede wszystkim tzw. kułacy, którzy wywodzili się głównie z byłych posiadaczy ziemskich, osoby zajmujące się handlem, osoby bez stałego meldunku, byli przestępcy, włóczędzy, żebracy. Wszystkie te osoby przymusowo wywożone były na tereny Syberii, by osiedlać nieprzyjazne okolice. Nie trzeba dodawać chyba, iż tak ogromne przedsięwzięcie było skazane na porażkę.

Całość na blogu Agaczyta

czwartek, 14 kwietnia 2011

Biała gorączka, Jacek Hugo-Bader

To podróż jest ważna, a nie jej cel.
Ach, co to była za jazda! - chciałoby się powiedzieć po przeczytaniu pierwszej części zbioru reportaży Biała gorączka. Nie wypasioną terenówką Audi Q7 od Kulczyka, lecz zwyczajnym rosyjskim łazikiem UAZ-467, który w razie awarii naprawi bez problemu każdy kołchozowy traktorzysta, a i przestępców kusić nie będzie. Wybrana trasa od Moskwy do Władywostoku zimą obiecywała wiele atrakcji klimatycznych, jak również sprawdzenia siebie w ekstremalnych warunkach. Może wtedy najłatwiej spotkać ciekawych ludzi, a i języki prędzej się rozwiązują. Jacek Hugo-Bader nie szukał obrazu Rosji z folderów turystycznych lub takiej jaką chcieliby ujrzeć ci z pierwszych stron lokalnych gazet, ale prowincjonalnej, podmiejskiej, subkulturowej, takiej, która kryje się za malowaną fasadą życzeń i marzeń dostępnych wybranym. 
(...)
Ciąg dalszy na blogu.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

"Kyś" Tatiana Tołstoj


To jest dopiero książka!

Nastąpił Wybuch. Nie wiemy dokładnie, na czym polegał, co było jego przyczyną. Nieważne. Wiemy za to, jak wygląda rzeczywistość jakieś dwieście lat po katastrofie. Ludzkość bardzo znacznie cofnęła się w rozwoju. Na miejscu Moskwy znajduje się duża, prymitywna osada. Ludzie mają różnorakie effekty – jednemu przypadły ogromne pazury u nóg, inny ma trochę za dużo palców u rąk, ktoś jest cały pokryty kogucimi grzebieniami, inszy z kolei posiada ogon. Wśród nich żyją Dawni – ludzie, którzy urodzili się jeszcze przed Wybuchem. Ich effektem jest to, że się nie starzeją.

Ciąg dalszy tutaj.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Vladimir Nabokov, Przezroczyste przedmioty.

Wydawnictwo MUZA
okładka twarda
tłum. Jolanta Kozak
ISBN 978-83-7495-941-4
wydanie: marzec 2011

Jakże zazdroszczę niektórym pisarzom tak swobodnego, lekkiego pióra, gdy słowa na kartkach pojawiają się szybko i bez trudności. Takim pisarzem był między innymi zapewne Vladimir Nabokov. „Przezroczyste przedmioty” to przedostatnia jego powieść, która jak wskazuje w posłowie Leszek Engelking, powstała między 1969 rokiem a 1972 rokiem. To książka, która nasycona jest feerią różnorodnych barw: „gadziozielonym tuszem”, „okładką w barwach ognia i sadzy”, „szyją o barwie śmietankowego toffi”, „cerą barwy miodu”, „kolorem zielonego jabłka”, „lazurowym blaskiem alpejskiego południa”. To powieść, która zachwyca plastycznymi opisami.

/.../

cd na blogu SŁOWEM MALOWANE

czwartek, 7 kwietnia 2011

Kochanek śmierci


Kochanek śmierci (Lubownica smerti), Borys Akunin, Świat Książki, Warszawa 2004



To moje drugie spotkanie z Erastem Fandorinem i można powiedzieć, że bardzo udane, obiecuję sobie kolejne. Jednak w tej książce to nie on jest wodzirejem akcji, ale Sieńka Skorik, można powiedzieć, że dziecko ulicy. Sierota ten trafił pod niewłaściwe skrzydła i trochę zboczył ze ścieżek edukacji na Chitrowkę, złodziejską dzielnicę, która nie cieszy się dobrą sławą. Tam zamieszkują pretendenci do tytułu króla złodziei, prostytutki, największa biedota i inne tzw. męty społeczne. Jednym słowem szanujący się obywatel nie zapuszcza się tam na wieczorną przechadzkę.


c.d. SMIETANKA LITERACKA

Karina Pjankowa: Z miłości do prawdy

Informacje ogólne
Wydawca: Fabryka Słów
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 520
Wymiary: 125 x 205 mm
ISBN: 978-83-7574-294-7
Cykl: Z miłości do prawdy (tom 1)
Tytuł oryginału: Из любви к истине
Tłumaczenie: Ewa Skórska

Ocena
ocena ogólna: 5=/6
fabuła: 4+/6
stopień wciągania: 5/6
styl narracji: 5+/6 i 3/6 (dialogi)
uczucie własne: 5/6


Recenzja tutaj

środa, 6 kwietnia 2011

Miłość na całe życie

Wiktoria Tokariewa
Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2006
145 stron

Wiktoria Tokariewa, jedna z najpoczytniejszych niegdyś rosyjskich pisarek, oprócz powieści jest też autorką opowiadań i scenariuszy. Po polsku ukazała się chyba jednak tylko Miłość na całe życie i jedno opowiadanie w zbiorze Dzień nieduży, tyle przynajmniej znalazłam w Biblionetce. Szkoda, bo w Polsce niewiele wydano powieści o losach zwyczajnych ludzi we współczesnej Rosji. A o tym właśnie, czyli o życiu przeciętnej rosyjskiej kobiety, jest ta króciutka, gorzka opowieść. 
 
Irina mieszka w Baku i po odejściu męża samotnie wychowuje dwójkę dzieci. Któregoś dnia przypadkowo poznaje Azera Kamala. Namiętne uczucie, które pojawia się między nimi, przetrwa lata, przetrwa nawet ożenek Kamala z dziewczyną, którą wybrała mu matka. Bo Irina rozumie, że Azerowie żenią się ze swoimi, nie z Rosjankami, a wola matki jest dla Azera prawem. I choć Kamal się ożenił i ma dziecko, zostałaby z nim pewnie do śmierci, gdyby nie nadeszła pieriestrojka, a z nią wojna o Karabach. Irina decyduje się na rozstanie z ukochanym i wyjeżdża do Moskwy, do dorosłych już dzieci. W Moskwie niestety nic nie okazuje się takie, jakie sobie wymarzyła. 
 
Polski tytuł sugeruje, że jest to książka o wielkiej miłości, która przetrzyma wszystko. Ale to nie jest romans. Oryginalny tytuł to Własna Prawda. Myślę, że lepiej oddaje istotę powieści. Tokariewa pokazując nam współczesną Rosję przez pryzmat losów Iriny, pochyla się nad prawdą zwykłych ludzi, którym tak jak jej bohaterce, przemiany zrujnowały spokojne życie i przewidywalną przyszłość, lichą, siermiężną, ale pewną. 
 
Więcej na moim blogu. Zapraszam.

Jeździec miedziany, Paullina Simons

Paullina Simons
Modny romans w radzieckich kostiumach stał się bestsellerem w wielu krajach na fali nieustającej mody na Rosję. Paullina Simons wykorzystała temat wojenny z blokadą Leningradu włącznie, dodała skomplikowaną grę uczuciową między oficerem Armii Czerwonej ukrywającym swe amerykańskie pochodzenie a dwiema siostrami, sprawę odwdzięczenia się za przysługę i milczenie,  całość okrasiła wzmiankami o warunkach bytowych zwykłych mieszkańców w mieście i wsiach, spięła wszystko Jeźdźcem miedzianym Puszkina. Nowością w tym konglomeracie problemów stały się informacje o  wirusie komunistycznym, który lewicowych idealistów z bogatego Zachodu sprowadził w latach dwudziestych i trzydziestych do ZSRR.
Sama autorka pochodząca z Leningradu, który opuściła jako dziecko, niewątpliwie korzystała ze wspomnień swojej dysydenckiej rodziny w ukazaniu problemów codzienności, sposobu myślenia obywateli Kraju Rad. Najbardziej sugestywny dla mnie był obraz narastających trudności aprowizacyjnych w czasie blokady miasta oblężonego przez Niemców, głód i śmierć. Jeżeli ktoś widzi w wojnie jej stronę przygodową i patriotycznego obowiązku, to powinien zapoznać się jej innym obliczem, tym, kim staje się człowiek, który wyczerpał zgromadzone zapasy żywnościowe i musi utrzymywać się z przydziałów kartkowych, narażając się na ataki zgłodniałych watah ludzkich. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

"Kochanka śmierci"- Boris Akunin


"Kochance śmierci" Borisa Akunina kiedyś poświęciłabym pewnie dłuższą notkę. Jednak ta część cyklu o Eraście Fandorinie (moskiewskim śledczym z przełomu XIX i XX wieku), jest albo słabsza, albo Akunin już mi się przejadł. Tym razem śledztwo dotyczy klubu samobójców, jednak zanim Fandorin rozgryzie sprawę, niemal wszyscy zdążą się pozabijać - cóż, najwyrażniej obniżka formy. Plusem była dla mnie tylko postać Kolombiny- osiemnastoletniej nihilistki, która w głębi duszy wciąż pozostała rezolutną Maszą z Syberii i zupełnie nie daje się skłonić do popełnienia samobójstwa.
Nie podobało mi się również to, że nadmiernie wyszły na wierzch polityczne sympatie autora, niektóre złote myśli świetnie by pasowały do materiałów propagandowych partii "Jedna Rosja". Ogólnie- książka raczej dla zdecydowanych fanów Akunina.
Tekst opublikowany także na moim blogu.