Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Quaffery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Quaffery. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 marca 2011

Anna Karenina – tom II

Anna_Karenina_Tołstoj

Po przeczytaniu drugiego tomu Anny Kareniny nie pozostaje mi nic innego, jak powtórzyć to, co stwierdziłem poprzednio (post z 10 lutego 2011), a mianowicie, że jest to powieść o dokonywaniu ważnych życiowych wyborów i cenie, jaką płacimy za nasze decyzje.

Anna Karenina podjęła taką decyzję i zapłaciła za nią cenę najwyższą. Opuszcza swojego męża i rozpoczyna wspólne życie z Wrońskim. Można więc powiedzieć, że idzie za głosem serca – zakochała się, więc zostawia całe swoje dotychczasowe życie i rozpoczyna nowe. Jednak jej postawa spotyka się z powszechnym ostracyzmem, co dla lwicy salonów jest jak odcięcie dopływu tlenu. Do tego dochodzi tęsknota za ukochanym synem, który pozostał pod opieką Karenina, narastające wyrzuty sumienia.

Sytuacja jest nader skomplikowana: formalnie i prawnie żona Karenina, w rzeczywistości partnerka życiowa Wrońskiego; pierwsze dziecko mieszka ze swoim ojcem, a drugie dziecko, córka, której ojcem jest Wroński, mieszka z Anną, choć w świetle prawa uchodzi za dziecko Karenina. Ten oczywiście, kierując się swoim chrześcijańskim światopoglądem odmawia rozwodu. Odcięta od światowego życia, tęskniąca za synem, staje się chorobliwie zazdrosna o Wrońskiego, ustawicznie doszukuje się w jego zachowaniach zdrady. Sukcesywnie popada w depresję i uzależnia się od morfiny. W końcu popełnia samobójstwo rzucając się pod pociąg.

Rzecz jasna, jest w drugim tomie kontynuacja losów Darii Obłońskiej oraz Kitty, której życie zmienia się diametralnie. Jest również kontynuacja rozważań o społeczeństwie rosyjskim, postrzeganym krytycznie przez Lewina, zwłaszcza gdy chodzi o żyjącą ponad stan arystokrację. Szczególnie kapitalny moim zdaniem jest fragment o zjeździe przedstawicieli szlachty na wybory marszałków. Stronnictwa, koterie, niezrozumiałe interesy, układy, skomplikowane rokowania, losowania, publiczne oskarżenia przeciwników pod byle pretekstem – zupełnie jakbym widział współczesną scenę polityczną. Widać w tym zakresie świat jest chyba zawsze taki sam.

No i sporo rozważań Lewina (czyli w rzeczywistości samego Tołstoja) o Bogu, religiach, życiu i śmierci, sensie życia. Wiele adaptacji filmowych lub teatralnych Anny Kareniny kończy się na scenie śmierci głównej bohaterki, tymczasem właśnie te rozważania natury teologiczno-filozoficznej stanowią przeważającą i istotną treść zakończenia powieści. Rzecz jest niebagatelna, jeśli uświadomimy sobie, że za swój światopogląd Lew Tołstoj został przez Synod Kościoła Prawosławnego ekskomunikowany.

Anna Karenina” jest dziełem powszechnie znanym na całym świecie, wielokrotnie adaptowanym przez twórców sztuki filmowej i teatralnej. Powieść ta jest wymieniana niemal we wszystkich rankingach najwybitniejszych arcydzieł światowej beletrystyki. Sięgając po nią nie liczyłem więc na poznanie czegoś zupełnie nowego, nie spodziewałem się wrażeń, jakie zwykle towarzyszą światowym prapremierom, liczyłem raczej na ucztę związaną z warsztatem literackim pisarza, oczekiwałem obcowania z pięknym słowem, z erudycją wielkiego pisarza rosyjskiego.

Czy otrzymałem to, czego oczekiwałem? Odpowiem tak: moim gustem całkowicie zawładnęło uwielbienie dla Dostojewskiego, który dla mnie jest absolutnym guru literatury rosyjskiej i światowej, jest mistrzem, geniuszem. Po przeczytaniu „Anny Kareniny”, w moim prywatnym panteonie literackich bogów zmiany nie nastąpiły.

Lew Tołstoj – „Anna Karenina – tom II”, tłumaczenie Kazimiera Iłłakowiczówna, Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 1987, ISBN 83-05-11780-4 , ilość stron 389.

Wpis z bloga Moje lektury

piątek, 18 lutego 2011

Zapiski myśliwego

Zapiski_Tuggieniew

Jeden z największych uroków polowania, drodzy czytelnicy, polega na tym, że zmusza nas ono do nieustannej zmiany miejsca, co dla człowieka bez określonego zajęcia jest rzeczą bardzo przyjemną.” Pan dziedzic, zmienia więc nieustannie miejsce pobytu, oddając się ukochanym zajęciom: polowaniu i obserwacji świata. Obcuje z przyrodą i ludźmi, a swoje wrażenia zapisuje w 25 opowiadaniach, ujętych pod wspólnym tytułem, jako „Zapiski myśliwego”. Ciekawe jest to, że polowanie stanowi jedynie tło, klamrę spinającą wszystkie opowiadania w jedną całość, bo zapiski w istocie dotyczą ludzi, Rosjan wszelkiego autoramentu, których polujący szlachcic spotyka podczas wypraw na słonki, cietrzewie czy kuropatwy.

Każde opowiadanie (z wyjątkiem ostatniego) ma swojego bohatera, a wszyscy razem przedstawiają przekrój społeczny Rosji w połowie XIX wieku. Losy tych ludzi, relacje pomiędzy szlachetnie urodzonymi, a poddańczym chłopstwem, to realnie namalowany obraz czasów współczesnych pisarzowi. W „Zapiskach myśliwego” poznajemy więc zarówno ekscentrycznych szlachciców, właścicieli ziemskich, spędzających życie na zabawie i polowaniach, jak i chłopską biedotę, stanowiącą inwentarz nabywany razem z wiejskimi dobrami. Ale i w ramach tych klas różnice występują znaczne: są zubożali ziemianie, których dobra popadają w ruinę i niebyt, są też i chłopi na tyle bogaci, żeby kupić sobie wolność. Podczas wizyt w dworkach, karczmach, chatach, hotelach, targowiskach autor spotyka autentyczne, pełnokrwiste postaci, a ten autentyzm jest wielkim atutem książki. Czytając naprawdę czuje się, że to nie fikcja, że mamy do czynienia z prawdziwymi ludźmi, ich namiętnościami, przeżyciami, radościami i smutkami. Pisarz rysuje obraz rosyjskiej wsi, w którym zasadniczo dominuje nędza, pijaństwo, analfabetyzm i brak jakichkolwiek praw pospólstwa oraz zepsucie i lenistwo szlachetnie urodzonych.

Spodziewałem się po „Zapiskach myśliwego” opowiadań o pasji myślistwa, o symbiozie człowieka i natury, o dzikich bezkresach rosyjskiej przyrody. Tymczasem jest to książka manifestująca turgieniewowski sprzeciw przeciwko niesprawiedliwości pańszczyźnianego systemu, polityczny postulat reform społecznych. I choć pięknych opisów przyrody i rosyjskiej wsi w niej nie brakuje, to myślistwo jest tu jedynie tłem dla kwestii społecznych. Kończąc, chylę czoła przed wielkim talentem prozatorskim Iwana Turgieniewa, choć serca mojego (tak jak Dostojewski) nie podbił.

Iwan Turgieniew – „Zapiski myśliwego”, tytuł oryginału „Zapiski ochotnika”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974, Wydanie trzecie, przekład: Jadwiga Dmochowska, Paweł Hertz, Czesław Jastrzębiec-Kozłowski, Leonard Podhorski-Okołów, ilość stron 419.

Wpis z bloga Moje lektury

czwartek, 10 lutego 2011

Anna Karenina – tom I

Anna Karenina

Zanim przystąpię do rzeczy uprzedzam, że ujawniam niektóre fakty z powieści, aczkolwiek biorąc pod uwagę, jak powszechnie znanym arcydziełem jest „Anna Karenina”, nie popełniam chyba zbyt wielkiego wykroczenia.

Moim zdaniem „Anna Karenina” to powieść o dokonywaniu wyborów, o tragicznych wyborach pomiędzy rozumem, a sercem, pomiędzy tym, co należy, co wypada, a tym czego pragniemy, pomiędzy zasadami, konwenansami, a uczuciami, namiętnościami. I oczywiście o następstwach podejmowanych wyborów, bo logiczną konsekwencją każdego dokonanego wyboru jest cena, jaką płacimy za naszą decyzję. Coś otrzymujemy, ale też coś tracimy, bo wszystkiego na raz przecież mieć nie można.

Tołstoj pokazuje postawy trzech kobiet w trudnych życiowych sytuacjach, w uwarunkowaniach społecznych, ekonomicznych, towarzyskich arystokratycznej Moskwy i Petersburga ówczesnej Rosji. Pierwszą, jaką poznajemy jest Daria Obłońska, z domu Szczerbacka, matka pięciorga dzieci, żona salonowego fircyka i bawidamka, notorycznie zdradzającego żonę. Początkowo zbuntowana przeciwko niewierności męża, Dolly ostatecznie pokornie godzi się na rolę kury domowej i trwa w pozbawionym uczuć związku z człowiekiem, który gwarantuje pozycję społeczną i zapewnia byt rodzinie.

Druga z kobiet, Kitty, młodsza siostra Dolly, osiemnastoletnia piękność na wydaniu, jest rozdarta pomiędzy ukrytym uczuciem do Konstantego Lewina, prostolinijnego ziemskiego arystokraty, a zauroczeniem przystojnym, młodym oficerem Wrońskim. Kitty pchana przez matkę w objęcia Wrońskiego daje kosza Lewinowi i zostaje na przysłowiowym lodzie. Ten ostatni bowiem jest znanym w towarzystwie bywalcem salonów, który bardziej niż o małżeństwie, myśli o wyścigach, pojedynkach i kolejnych zakrapianych balach z pułkowymi kolegami. Naiwna i łatwowierna Kitty będzie musiała odchorować przeżyte upokorzenie.

I wreszcie Anna Karenina, anioł salonów, piękna, mądra, powszechnie lubiana i szanowana dama, żona, matka. Jest siostrą Obłońskiego, posiada bardzo wysoką pozycję w arystokratycznych kręgach, również dzięki mężowi zajmującemu ważną pozycję w rządowym establishmencie. Karenina zakochuje się we Wrońskim i nie chcąc żyć w kłamstwie postanawia odejść od męża. Wybiera miłość do kochanka, kosztem pozycji społecznej, towarzyskiej, kosztem dostatniego życia u boku męża, którego nienawidzi.

Trzy kobiety i trzy postawy: Dolly, która po niewielkim buncie godzi się na swój los; Kitty – całkowicie bierna i zdana na to, by decydowali za nią inni oraz Anna, która wbrew zasadom i konwenansom podejmuje walkę o zmianę swojej sytuacji, ale przeżywa wewnętrzny konflikt sumienia, walkę pomiędzy namiętnością, a macierzyństwem i odpowiedzialnością.

Tołstoj pokazuje losy tych kobiet, rysując w tle obraz ówczesnego społeczeństwa rosyjskiego i nie jest to obraz sielankowy. Arystokracja rysuje się w powieści jako zbiorowisko próżnych, fałszywych, rozkapryszonych i zepsutych ludzi. Jeden z podwładnych Obłońskiego nosi przy mankietach tak ogromne spinki i hoduje tak długie paznokcie, żeby wszyscy widzieli, że ręce nie są mu potrzebne do pracy, bo jako arystokrata żyje z pracy umysłu. Inna przedstawicielka tej warstwy całe życie jeździ na wózku, bo posiada zbyt krótkie nogi, których nie chce pokazywać publicznie. Pikantne romanse, dopóki są tajemnicą poliszynela, dodają kochankom splendoru towarzyskiego, ale kiedy zdrada wychodzi na jaw spotyka się z potępieniem. Obłuda, fałsz, mania wielkości. Jest jeden wyjątek, to żyjący na wsi Lewin, który żyje blisko natury, dba o gospodarstwo, rozmyśla nad reformami i unowocześnieniem gospodarki rolnej. Nie ma dobrego zdania o chłopstwie, pokazanym jako warstwa społeczna bezdennie głupia, złośliwa i leniwa. To nie przypadek, że Lewin został przedstawiony jako odszczepieniec wśród arystokracji, bo za tą postacią kryje się sam autor, analogie są aż nazbyt oczywiste.

Kilkakrotnie pojawia się w „Annie Kareninie” sprawa polska, kwestia rozbiorów i asymilacji polskiego społeczeństwa, wyższości jednego narodu nad drugim. W tzw. towarzystwie mówi się również o kształceniu i równouprawnieniu kobiet w małżeństwie, o różnych wariantach reform społecznych na wsi rosyjskiej, a ściślej o możliwościach i sensie ich wprowadzania.

Tyle mogłem napisać na podstawie lektury tomu I „Anny Kareniny”. Książkę kupiłem w wersji eBooka w księgarni Virtualo, ale jak się później okazało jest dostępna za darmo co najmniej w kilku miejscach w internecie, zarówno po polsku, jak i po angielsku. Niestety w wersji elektronicznej po polsku jest dostępny jedynie tom pierwszy, więc po ciąg dalszy muszę teraz biec do biblioteki i dokończyć czytanie w wersji papierowej.

Zakończenie recenzji po przeczytaniu tomu drugiego.

Lew Tołstoj – „Anna Karenina” – tom I, wersja eBook, objętość – 420 stron, 777 kB, przekład – brak danych.

Wpis również na blogu Moje lektury

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Pelagia i czerwony kogut

Akunin-Pelagia-Kogut

Pelagia i czerwony kogut” całkowicie odbiega klimatem od dwóch pierwszych części serii pt. „Kryminał prowincjonalny”. W przeciwieństwie do „Pelagii i białego buldoga” oraz „Pelagii i Czarnego Mnicha” w trzeciej i ostatniej części przygód szalonej zakonnicy Pelagii dominuje nastrój zdecydowanie poważny, żeby nie powiedzieć smutny. Tematykę i zarazem główny nurt powieści, wokół których zbudowano fabułę powieści, stanowią kwestie związane z odmiennością, odstępstwami od normy, różnicami religijnymi, etnicznymi, moralnymi, etycznymi, seksualnymi i związaną z tymi zagadnieniami tolerancją.

Główny adwersarz tolerancyjnego i pobłażliwego władyki Mitrofaniusza, oberprokurator Najświętszego Synodu, Konstanty Pietrowicz Pobiedin prowadzi w Rosji politykę zgodną z maksymą „Cuius regio, eius religio”: Kościół państwowy to system, w którym władze uznają za prawdziwe jedno wyznanie, popierają wyłącznie jeden Kościół i opiekują się nim, mniej lub bardziej znacząco pomniejszając wpływy, prawa i pozycje innych kościołów — pouczał Konstanty Pietrowicz. — W przeciwnym razie państwo utraciłoby duchową łączność z narodem, którego przytłaczająca większość trwa przy prawosławiu. Państwo bez wiary nie jest niczym innym, jak niemożliwą do zrealizowania utopią, albowiem brak wiary to otwarta negacja państwa. Jakie zaufanie mogą mieć prawosławne masy do władzy, jeśli naród i władza wierzą na różne sposoby albo jeśli władza w ogóle nie wierzy?

Wskutek wymierzonych przeciwko innowiercom restrykcji wiele ludzi musi na zawsze opuścić Rosję, a wielonarodowy, wyznaniowy i kulturowy tygiel jest na prawdę bogaty w swojej różnorodności: „Żytomierski tłumek zdumiewał pstrokacizną. Obok Żydów, Rosjan i Ukraińców trafiali się tutaj i Polacy, i Niemcy, i Czesi, i raskolnicy, przy czym każdy ubierał się i zachowywał po swojemu, na obcoplemieńców patrzył z góry i nie chciał mieć z nimi żadnych kontaktów. (…) W Zawołżsku także mieszanina — i Tatarzy, i Baszkirowie, i Zytiacy, i Wotiacy, i Mordwini, i ciż Polacy. Jedni to prawosławni, drudzy są staroobrzędowcami, inni wyznają islam, jeszcze inni katolicyzm i wreszcie zdarzają się też poganie. I co, żyją wspólnie nie najgorzej, nikt nikogo za gardło nie chwyta.” W jednej z emigracyjnych podróży parowcem towarzystwa Nord uczestniczy wiejski kaznodzieja i mędrzec ludowy Manujła i zgromadzeni wokół niego wyznawcy zwani „Znajdami”. W podróży tej uczestniczy również siostra Pelagia i władyka Mitrofaniusz, powracający na Zawołże z wizyty u Pobiedina. Zostaje popełniona zbrodnia, po odkryciu której nie wiadomo kim i gdzie jest lub był kaznodzieja Manujła?

Śledztwo prowadzi wielka figura, członek Rady Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Sergiusz Siergiejewicz Dolinin, który przejeżdżając przez gubernię kazańską z ważną inspekcją dowiedział się o zbrodni. Oczywiście siostra Pelagia, a później i znany z dwóch pierwszych części Matwiej Bencjonowicz Berdyczowski również mają pełne ręce roboty przy rozwikłaniu mnożących się pytań i zagadek. Sprytnej zakonnicy grozi przy tym śmiertelne niebezpieczeństwo, a rozwiązanie zagadki leży daleko poza granicami Zawołża. Jej rozwiązanie jest tak kuriozalne, że nie jest możliwe do przewidzenia niemal do ostatnich stron powieści.

W tej powieści wątek kryminalny miesza się z ludowymi wierzeniami, Biblią, mistycyzmem, religią, zabobonami, mesjanizmem. Są w niej rozważania na temat różnych spojrzeń na wiarę, Boga, chrześcijaństwo, życie, stosunek do drugiego człowieka i siebie samego. W tekście powieści znajdują się prawdziwe perełki: „zwycięstwo nad innym człowiekiem zawsze jest klęską. Prawdziwa wiktoria jest wtedy, kiedy pokonasz samego siebie”, albo: „Oblicze dziecka to rzecz najprawdziwsza. Nigdy nie znika, ukrywa się jedynie pod zmarszczkami, bruzdami, brodą”. Poza tym, tak jak w dwóch poprzednich częściach przygód siostry Pelagii, Akunin nawiązuje do twórczości Dostojewskiego, czego wyraz daje już na początku, w zaczerpniętym z „Braci Karamazowmotto powieści.

Borys Akunin – „Pelagia i czerwony kogut”, przekład Henryk Chłystowski, Wydawnictwo Noir Sur Blanc, Warszawa 2004, ISBN 83-7392-078-1, ilość stron 418

Wpis także na stronie Moje lektury

Pelagia i Czarny Mnich

Akunin-Palagia-Mnich

Pelagia i Czarny Mnich” zaczyna się w miejscu zakończenia Pelagii i białego buldoga i zawiera wiele nawiązań do treści zawartej w pierwszej części z serii „Kryminał prowincjonalny”, wskazane jest więc czytanie tych książek w kolejności chronologicznej.

Tym razem miejscem akcji jest Ararat, a ściślej Nowy Ararat, czyli zarządzany przez Witalisa II monaster położony „na najdalszej północy naszej rozległej, ale słabo zaludnionej guberni. Tam, wśród wód Jeziora Modrego, dla swych rozmiarów podobniejszego do morza (lud tak je właśnie nazywa: Modre Morze), na porośniętych lasem wyspach, z dawien dawna chronili się przed ziemskim zgiełkiem i ludzką złością święci starcy.” Nieopodal monasteru znajdowała się Wyspa Rubieżna z położoną na niej Pustelnią Wasiliskową nazwaną tak od imienia pierwszego jej mieszkańca, świętego Wasiliska, który wiele setek lat temu osiadł na niej, aby odpokutować za grzechy doczesności i marności ziemskiego łez padołu. Za sprawą tegoż dawno nieżyjącego już Wasiliska, w Araracie zaczęły się dziać rzeczy tak dziwne i niezrozumiałe, że do akcji przystąpić musiał sam władyka Mitrofaniusz.

Ponieważ jego dostojność archijerej Mitrofaniusz nie mógł, z uwagi na poufny charakter misji, uczestniczyć w wyprawie do Nowego Araratu, posłał tam swojego młodego podopiecznego, zbuntowanego ateistę - Aloszkę Stiepanowicza Lentoczkina. Niestety wskutek nieprzewidzianych komplikacji w ślad za Aloszą podążają kolejno wiernopoddańczy, znani z Pelagii i białego buldoga świeccy współpracownicy Władyki: Matwiej Bencjonowicz Berdyczowski i Feliks Stanisławowicz Lagrange. Ale co tam chłopy, tutaj może zaradzić tylko kobieta, i oczywiście w habicie: „W kwestiach dotyczących niepojętych zjawisk i duchowego niepokoju mężczyźni są nazbyt prostolinijni – oświadczyła Pelagia (…). Mężczyzn nie interesuje nic, co wydaje im się nieważne, a w rzeczach nieważnych kryje się często to, co najistotniejsze. Gdzie trzeba coś zbudować, a jeszcze lepiej – zburzyć, tam mężczyźni nie mają sobie równych. Jeśli zaś trzeba okazać cierpliwość, zrozumienie, a może i współczucie, lepiej powierzyć sprawę kobiecie.” Do akcji przystępuje więc bystra, niepokorna i nieprzewidywalna siostra Pelagia.

Książka zawiera wartką akcję i tak jak w pierwszej części również sporo humoru, choć jest napisana w nieco bardziej mrocznym klimacie. Akunin dodał w niej jeszcze więcej barwnych i oryginalnych postaci, z doktorem Korowinem i jego specyficznymi pacjentami na czele. Z przymrużeniem oka przedstawił turystykę pielgrzymkową, przedstawiając powieściowe sanktuarium, jako świetnie zorganizowaną i zdyscyplinowaną maszynerię, w której czysty biznes turystyczno-dewocjonalny dominuje nad kwestiami religijno-mistycznymi. I choć Akunin trochę przesadził w ilości fałszywych tropów, a niektóre fragmenty powieści są zbyt naciągane (zwłaszcza te dotyczące psychiatrii), ale mimo wszystko jest to świetna literatura rozrywkowa z zaskakującym zakończeniem.

I jeszcze jedno, podtrzymuję to, co powiedziałem pisząc o Pelagii i białym buldogu, że Akunin sympatyzuje z Mistrzem Dostojewskim, którego „Biesy” oraz „Idiota”, a także postaci z tych powieści mają w kilku wątkach „Pelagii i Czarnego Mnicha” niebagatelne znaczenie.

Borys Akunin – „Pelagia i Czarny Mnich”, przekład Wiktor Dłuski, Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2004, ISBN 83-7392-048-X, ilość stron 344.

Wpis znajduje się również na stronie Moje Lektury

środa, 19 stycznia 2011

Pelagia i biały buldog

Akunin-Pelagia-Buldog

Akcja powieści ma miejsce na głuchej prowincji carskiej Rosji, a konkretnie na Zawołżu. A na prowincji, jak to na prowincji, karty zazwyczaj rozdawane są pomiędzy „panem, wójtem a plebanem”, a gdy w grę wchodzi gubernia o rozmiarach średniej wielkości europejskiego państwa, ranga najważniejszych figur wzrasta. W zawołżańskiej krainie są nimi: prawosławny władyka Mitrofaniusz, gubernator Antoni Antonowicz von Hagenau, podprokurator izby sądowej Matwiej Bencjonowicz Berdyczowski oraz policmajster Zawołżska Feliks Stanisławowicz Lagrande. Całe to towarzystwo rządzone jest przez kobiety, bo nawet wielce poważany duchowny ulegać musi opiniom swojej pomocnicy, siostry Pelagii.

Sytuacja na Zawołżu nie była rozwojowa:„…nędza, pijaństwo, ciemnota, samowola władz, na drogach rozboje. Jednym słowem zwykłe rosyjskie życie, mniej więcej takie jak we wszystkich zakątkach naszego bezkresnego imperium.” Dopiero światłe rządy Mitrofaniusza i powszechnie poważany autorytet duchownego poprawiają ten niekorzystny obraz kraju. Jego teorie zostają wykorzystane przez miejscowe władze do zaprowadzenia porządku:

„Ludzie bywają różni, dobrzy i źli (…) ale w większości są nijacy, przyjmują niczym żaby temperaturę otoczenia.”

„Ludzie przestrzegają tylko praw rozumnych i korzystnych dla większości. Mądry prawodawca postępuje jak doświadczony ogrodnik w parku publicznym. Ten, kiedy obsiał trawniki, nie od razu wytycza ścieżki, tylko przedtem popatrzy, którędy ludziom wygodniej chodzić, i tam je ułoży. Żeby nie wydeptywali własnych ścieżek.”

„Dobrowolne przestrzeganie prawa to nie skutek wysokiej świadomości obywateli, ale świadectwo tego, że ludziom wygodniej jest przestrzegać prawa niż je naruszać.”

„…kamieniem węgielnym sprawiedliwego społeczeństwa i wręcz powołaniem człowieka jest poczucie godności.”

„…godność stoi na trzech wielorybach, a ich imiona to: praworządność, sytość, oświata.”

Ale i tytułowa podopieczna duchownego reprezentuje nie mniej światły, choć bardziej szalony umysł, w którym rodzą się myśli-perełki:

„…cały sens ludzkiego życia polega na tym, by odkryć w sobie geniusz.”

„Myślę, że w każdym człowieku ukryty jest geniusz, taka maleńka szparka, przez którą widać Boga (…). Tylko rzadko komu udaje się ten otworek odnaleźć. Pchają się wszyscy jak ślepe kocięta, ale trafić nie mogą. A jeśli zdarzy się taki cud, to człowiek od razu rozumie: oto jest, po to właśnie przyszedłem na świat, i dalej żyje spokojnie i pewnie, na nikogo się nie ogląda. To właśnie jest geniusz. A talenty trafiają się znacznie częściej. To ci, którzy tego czarodziejskiego okienka nie znaleźli, ale są blisko niego i karmią się odblaskiem cudownego światła.”

Pewnego dnia dostojny duchowny otrzymuje od swojej ekscentrycznej ciotki, Marii Afanasjewny Tatiszczewej (wdowie po generale Apoloniuszu Nikołajewiczu) list błagający o pomoc w pewnej tajemniczej sprawie. Mitrofaniusz wysyła więc ze specjalną misją siostrę Pelagię, której spryt i nieokiełznany temperament staną się niepokonanym orężem w walce z siłami zła. Sprawy komplikują się dodatkowo za sprawą inspektora synodu Włodzimierza Lwowicza Bubiencowa, który wraz z sekretarzem Tichonem Jeriemiejewiczem Zbawienym i woźnicą-chroniarzem Muradem Dżurajewem nawiedzają z urzędową wizytacją włości archierejera Mitrofaniusza. Żeby jeszcze bardziej namieszać, w dworku wdowy Tatiszczewej siostra Pelagia zastaje wnuków i spadkobierców generałowej, czyli przepiękną Nainę Gieorgijewnę oraz Piotra Gieorgijewicza Telianowa, artystę Arkadiusza Siergiejewicza Poggio, pokojówkę Tatianę, administratora Stiepana Trofimowicza Szyriajewa, bogacza Donata Abramowicza Sytnikowa, Kiryła Nifontowicza Krasnowa i guwernantkę miss Rigley. Początkowo prawie wszyscy są podejrzani, ale siostra Pelagia – postrzelony rudzielec a’la Ania z Zielonego Wzgórza w końcu odkryje straszliwą prawdę.

Książka jest napisana z ogromną dawką humoru, właściwie niewiele jest w niej fragmentów, w których nie wyczuwa się akuninowego przymrużenia oka. Cytowane wyżej fragmenty to tylko pozostające w mniejszości przerywniki w lekkim klimacie książki. Takiemu nastrojowi sprzyja zarówno lekkie pióro pisarza, jak i sprawdzony już w mediach pomysł z wykorzystaniem do głównych ról osób duchownych, bo jakoś tak jest, że kiedy łączy się habit z kryminałem to nigdy nie może być do końca poważnie, nawet wtedy, gdy rzeczywiście jest poważnie. Akunin wyposażył swoich bohaterów w prostolinijne, bezpośrednie, na wskroś rosyjskie dusze, pełne namiętności i krwistego temperamentu. Od początku do końca jest więc – jak mawiają nasi bracia Słowianie – „i straszno, i smieszno”.

I jeszcze jedno, coś mi się wydaje, że Akunin lubi Dostojewskiego. Cały kontekst „Pelagii…” czyli: sensacyjno-społeczna powieść z elementami burzliwego romansu i kwestii religijno-filozoficznych, umiejscowiona na prowincji, zakończona spektakularnym procesem sądowym z udziałem licznej publiczności i dziennikarzy – coś mi przypomina, choć u Akunina gatunek jest zdecydowanie lżejszy od karamazowskiego. O tym, że pisarz przywołuje w książce „Zbrodnię i karę” nie wspomnę.

Borys Akunin – „Pelagia i biały buldog”, seria Kryminał prowincjonalny, przekład Wiktor Dłuski, Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2007, ISBN 978-83-7392-241-9, ilość stron 330.

Wpis z bloga Moje Lektury

wtorek, 7 grudnia 2010

Bracia Karamazow

Dostojewski - Bracia Karamazow

Bracia Karamazow” to powieść określana przez znawców jako moralitet, najdojrzalsze i najdoskonalsze dzieło Dostojewskiego. Są też tacy, którzy uznają tę powieść za największe arcydzieło literatury światowej.

Podczas odbywania kary zesłania na Sybir, Dostojewski poznał zdymisjonowanego oficera carskiego, podporucznika Ilińskiego, który odbywał karę za ojcobójstwo. Opisał tę postać we „Wspomnieniach z domu umarłych” (1860 r.), a dwa lata później dowiedział się, że Iliński był niewinny i oficjalnie został zrehabilitowany przed sądem. W ten sposób zrodził się pomysł napisania „Braci Karamazow”, a sprawa niesłusznie osądzonego oficera nie była jedyną z życia wziętą historią, wykorzystaną na potrzeby tej powieści.

Jej akcja została umiejscowiona w Spędobydlińsku (w tłumaczeniu A. Wata: Skotoprigoniewsku), a głównymi bohaterami są postaci stworzone przez Dostojewskiego w sposób niezwykle wyrazisty, oryginalny. To właśnie pełnokrwiste postaci ze świetnie skreślonymi portretami psychologicznymi stanowią jeden z największych atutów powieści. Ojciec rodziny, Fiodor Pawłowicz Karamazow, to postać wyjątkowo odpychająca i amoralna, sybaryta ceniący sobie ponad wszystko pieniądze i płytkie uciechy świata doczesnego, których zaspokajanie, bez względu na koszty i ból najbliższych, stanowi główny cel jego życia. Stary Karamazow ma trzech synów: Dmitrija, Iwana i Aleksieja, którzy wobec braku zainteresowania ze strony ojca wychowani zostali przez dalekich krewnych i służbę. Każdy z braci reprezentuje zupełnie inny świat, są to diametralnie różne osobowości, odmienne postawy życiowe. Najstarszy, Mitia, to typ nieopanowanego i szalonego hulaki, żyjącego z dnia na dzień zawadiaki, w każdej chwili gotowego do wypitki i do bitki. Jest pełen sprzecznych namiętności i chaotycznych myśli, taki niespokojny, rosyjski duch. Dmitrij jest nad wyraz szczerym i wrażliwym człowiekiem, nie kryje nienawiści do ojca, który za pieniądze jest gotów odbić kochanicę własnego syna. Iwan to typ intelektualisty i filozofa, wykształconego i oczytanego humanisty. Poprzez jego postać Dostojewski snuje w powieści rozważania na temat Boga, szatana, katolicyzmu, grzechu i pokuty, kondycji moralnej współczesnych mu Rosjan, ludzkiego okrucieństwa w kontekście nakazów chrześcijaństwa. Rozważania te obrazuje licznymi przykładami z kronik sądowych, opisujących bestialstwo dorosłych wobec dzieci. Wygłoszony przez Iwana poemat „Wielki Inkwizytor” oraz jego dialog z diabłem świetnie obrazują stan jego duszy i poziom gnębiących tę postać rozważań. To Iwan stawia tezę, która zostanie przez innego bohatera odebrana jako przyzwolenie do zbrodni: „Jeśli Boga nie ma – to wszystko wolno…” Trzeci, najmłodszy Karamazow to Alosza, uosobienie dobra, typ ziemskiego anioła. Uczciwy, szczery, prawdomówny, związany z cerkwią młodzieniec, który stara się żyć według zasad wpojonych mu przez starca Zosimę, mędrca i mistycznego zakonnika obdarzanego kultem przez miejscowych wiernych.

Oprócz Karamazowów występują w powieści inne, bardzo wyraźne postaci, najczęściej zestawiane przez pisarza na zasadzie kontrastów. Wszystkie najważniejsze dialogi toczą się pomiędzy szaleństwem i opanowaniem, dobrem i złem, wiarą i zwątpieniem, prostotą i wyrafinowaniem. Mamy tu więc jeszcze „rosyjską kobietę” czyli femme fatale Gruszeńkę – główny obiekt rywalizacji pomiędzy Dmitrijem i starym Karamazowem oraz Katię Iwanownę – damę, wykształconą córkę oficera, Smierdiakowa - prawdopodobnie syna starego Karamazowa z nieprawego łoża, podleca urodzonego przez wiejską, obłąkaną biedaczkę i starca Zosima uosabiającego mądrość i tradycję prawosławnej wiary. Kontrasty pomiędzy postaciami najbardziej widoczne są w ukochanych przez Dostojewskiego scenach, skonstruowanych na zasadzie „konklawe”. Chodzi tu o scenę spotkania rodziny Karamazowów u Zosima, pijackiej burdy w Mokrem i najważniejszej – rozprawy sądowej nad skazanym Dmitrijem.

Akcja tej monumentalnej powieści jest wielowarstwowa. Mamy tu do czynienia z niezwykle bogatym i skomplikowanym światem ludzkiej psychologii. Współzawodnictwo ojca i syna o względy Gruszeńki, występująca w całej powieści kwestia problemów finansowych (nieobcych również samemu Dostojewskiemu) i związanych z tym skomplikowanych relacji pomiędzy bohaterami, rywalizacja i zazdrość kobiet – to świetna pożywka dla posuniętego do granic możliwości natężenia tragicznych namiętności, dążeń, głęboko skrywanych instynktów. Wreszcie wątek kryminalny, czyli zabójstwo powszechnie znienawidzonego, starego Karamazowa i związane z tym, odkrywane z biegiem kart powieści postawy poszczególnych bohaterów i prawda o tej śmierci. Prawda, która nie zostanie odkryta przez śledczych i sąd, co zaprowadzi oskarżonego Mitię (tak jak w prawdziwej historii Ilskiego) na wieloletnią zsyłkę. Wątek oskarżenia niewinnej osoby jest dla Dostojewskiego pretekstem do wygłoszenia (procesowe mowy: oskarżycielska i obrończa) polemiki nawiązującej do współczesnych pisarzowi, reprezentowanych przez innych myślicieli, postaw, krytyk i stanowisk, dotyczących prawa, reform, moralności, wzorców postępowania, postaw społecznych, politycznych, religijnych, etc.

Cała powieść jest naładowana potężnymi emocjami, wszystkie pokazane relacje, kwestie, problemy są przedstawione w sposób skrajny, pełen ekspresji i patosu, a całość jawi się w sposób bardzo realny; wszak nie na darmo Dostojewski czytał kroniki sądowe, artykuły prasowe i zbierał liczne informacje. Myślę, że ta książka jest tak realna i pełna napięcia również dlatego, że są w niej zawarte emocje i osobiste przeżycia Dostojewskiego. Uzależnienie od hazardu i związane z tym nieustanne problemy finansowe, zesłanie na Sybir, tragiczna miłość, śmierć własnego synka (postać Iluszeczki) - to fakty z życia pisarza, których doświadczenie pomogło mu oddać w „Braciach Karamazow” mądrość życiową i prawdę. No i to wszystko, rzecz najbardziej oczywista z najoczywistniejszych, okraszone świetnym piórem mistrza Fiodora Michajłowicza. Wspomniane wyżej mowy sądowe to, moim zdaniem, doskonały przykład geniuszu pisarza. Jeśli podobnie Dostojewski przemawiał 6 czerwca 1880 r. podczas odsłonięcia pomnika Puszkina w Moskwie, to nie dziwię się relacjom z tego wydarzenia, według których jego słuchacze mdleli z wrażenia.

Powieść „Bracia Karamazow” miała być jedną z kilku części większego cyklu powieści. Z materiałów, jakie pozostały po Dostojewskim wiadomo, że kolejna powieść miała dotyczyć głównie Aloszy, który z braciszka zakonnego miałby przeobrazić się w rewolucjonistę! Jego postać też miała być odzwierciedleniem autentycznej postaci, studenta Dymitra Karakozowa, powieszonego za próbę zamachu na cara. Szkoda, że śmierć Dostojewskiego zniweczyła te plany, bo dla mnie byłaby to okazja do kolejnej uczty, tak jak ucztą była dla mnie lektura „Braci Karamazow”.

I jeszcze kilka słów o tłumaczeniu:

Było to dla mnie kolejne, po latach, spotkanie z Karamazowami. Powróciłem do tej powieści ze względu na nowe tłumaczenie Adama Pomorskiego. Nowe tłumaczenia powieści coraz częściej wzbudzają żywe dyskusje. Dotyczy to szczególnie dzieł funkcjonujących od kilkudziesięciu lat w historycznych przekładach, które na stałe wprowadziły do naszego języka i kultury rozpoznawalne zwroty, uważane dzisiaj niemal za kultowe. Tak było np. z „Dobrym wojakiem Szwejkiem”, czy – zaglądając na zupełnie inną półkę – chociażby ze słynną trylogią Tolkiena.

W przypadku „Braci Karamazow” tłumaczenie Adama Pomorskiego jest przez wydawcę określone jako kongenialne, czyli idealnie oddające pierwowzór. Właśnie z tego powodu kupiłem to wydanie i porównując je z przekładem A. Wata miałem początkowo mieszane uczucia. Nie jestem oczywiście w stanie wypowiedzieć się na temat kongenialności najnowszego wydania, bo choć należę do pokolenia, które uczyło się języka rosyjskiego już od podstawówki, to moja znajomość tego języka jest, najoględniej rzecz ujmując, mizerna. Mogę natomiast podzielić się kilkoma spostrzeżeniami wynikającymi z samego porównania tłumaczeń. Myślę, że stare tłumaczenie Wata jest zdecydowanie prostsze w odbiorze tej niełatwej przecież powieści, czyta się je szybciej i jest – pomimo upływu kilkudziesięciu lat – łatwiej przyswajalne przez polskiego czytelnika. Z drugiej strony, wierne tłumaczenie Pomorskiego jest bardziej rozbudowane, bogatsze i w wielu miejscach oddaje delikatne niuanse i subtelności wypowiedzi, których nie ma u Wata. Pomorski nie stroni od rusycyzmów, które współcześnie nie funkcjonują u nas w powszechnym obiegu (np. narowy, kostera, samodurstwo), a niektóre zwroty są trudniejsze do zrozumienia. Przykład z Pomorskiego: „Toteż i postępek Adelaidy Iwanowny Miusow był ponad wszelką wątpliwość echem obcych wpływów i myśli, w głupstwa wywarzonych kuźni.” Czy ktoś dzisiaj wie, co to znaczy „w głupstwa wyważonych kuźni”? A oto odpowiednik tego zdania z A. Wata: „Podobnie zamążpójście Adelaidy Iwanowny Miusow było niewątpliwie echem obcych wpływów i wynikiem rozdrażnienia zmąconej myśli.”

Moje spostrzeżenia są oczywiście bardzo pobieżne i bynajmniej nie roszczą sobie pretensji do naukowych rozpraw, jestem wszak kompletnym laikiem. Ja tylko czytam. Proponuję przeczytać i ocenić samemu. Generalnie sądzę, że A. Wat pozwala nam się z powieścią zapoznać, natomiast Pomorski umożliwia rozsmakowanie w szczególnej urody dostojewszczyźnie. I na koniec jeszcze kilka porównań tych dwóch tłumaczeń:

1)

„Ponoć młoda żona okazała przy tym o niebo więcej szlachetności i wzniosłości uczuć niźli Fiodor Pawłowicz, który, jak dziś wiadomo, zaraz na wstępie buchnął wszystkie jej pieniążki, jak obszył dwadzieścia pięć tysięcy, kiedy tylko je otrzymała, tysiączki te odtąd jakby się więc dla niej pod ziemię zapadły.” (Pomorski)

„Powiadano, że młoda małżonka wykazała bez porównania więcej szlachetności i wyższości od swego męża, który, jak to obecnie wiadomo, od razu wyłudził od niej całą gotowiznę – około dwudziestu pięciu tysięcy, które dostała w posagu; oczywiście wszystkie te tysiączki przepadły dla niej jak rzucone do wody.” (Wat)

2)

I może naprawdę byłby wtedy odjechał; podjąwszy jednak takie postanowienie, poczuł się zarazem w szczególniejszym prawie dla kurażu przed podróżą oddać się znowuż najbezbrzeżniejszemu pijaństwu.” (Pomorski)

I może naprawdę byłby wtedy pojechał, lecz powziąwszy takie postanowienie, od razu uznał za stosowne dodać sobie animuszu huczną wypitką.” (Wat)

3)

„Skonstatował jedynie, że młody człowiek jest lekkoduch, awanturnik, z narowami, niecierpliwy, kostera i że dość mu tylko od czasu d czasu drapnąć jakąś sumkę, a już, nie na długo, rzecz jasna, czuje się kontent.” (Pomorski)

„Stwierdził poza tym, że młodzieniec jest lekkomyślny, gwałtowny, niecierpliwy, pełen namiętności, hulaszczy, że łatwo go można zaspokoić, co prawda nie na długo, doraźnymi małymi datkami.” (Wat)

4)

„Bliższych szczegółów nie znam, słyszałem jedynie, że ponoć tę potulną, cichą i łagodną wychowankę odcięli raz ze stryczka, który uwiesiła na gwoździu w drwalce – tak trudno było jej ścierpieć fanaberie i wieczne wymówki tej staruszki, zapewne nie najgorszej, ale z bezczynności podłej w najnieznośniejsze samodurstwo.” (Pomorski)

„Nie znam bliższych szczegółów, słyszałem tylko, że pewnego razu odcięto tę cichą, łagodną i bezbronną istotę od stryczka, na którym chciała się powiesić w swej komórce; zapewne dobrze musiały dać się jej we znaki kaprysy, fanaberie i wieczne wymówki tej może i niezłej staruchy, którą jednak ustawiczna bezczynność czyniła nieznośną sekutnicą.” (Wat)

5)

Była to prawda; młody człowiek z pozoru miała nawet wpływ na starego; ten zaś, choć nadzwyczaj, a nawet czasem złośliwie narwisty, zaczął kiedy niekiedy, zdawać się mogło, omalże okazywać mu posłuch; nawet prowadzić się zaczął niekiedy przyzwoiciej…” (Pomorski)

Tak było istotnie, młodzieniec miał widoczny wpływ na starego, który chwilami jak gdyby zaczął go słuchać, chociaż był niesłychanie, po prostu złośliwie uparty; co więcej, Fiodor Pawłowicz zaczął zachowywać się przyzwoiciej…” (Wat)

6)

Wieczorem tegoż dnia spił się na umór i w przytomności Aloszy urągał mnichom.” (Pomorski)

Tegoż wieczoru upił się jak bela i wobec Aloszy wymyślał na mnichów.” (Wat)

7)

Alosza przemieszkiwał w samej celi starca, który bardzo go lubił i dał mu do siebie przystęp.” (Pomorski)

Alosza zamieszkał w celi starca, który go bardzo polubił i trzymał przy sobie.” (Wat)

8)

Aloszę trochę to zdetonowało.” (Pomorski)

Alosza zauważył to od razu z uczuciem niejakiego zakłopotania.” (Wat)

9)

Tarantas ruszył szparko” (Pomorski)

Tarantas ruszył i potoczył się szybko.” (Wat)

10)

„Obecna zaś notatka w gazecie „Pogłoski” opatrzona była nagłówkiem: Ze Spędobydlińska (tak, niestety, zowie się nasze miasteczko, długo skrywałem to miano), przed procesem Karamazowa.” (Pomorski)

„Notatka zaś w „Echach" była zatytułowana: Ze Skotoprigoniewska (niestety, tak się nazywa nasza mieścina, długo ukrywałem tę nazwę). Echa sprawy Karamazowów.” (Wat)

W następnym wpisie ciekawe cytaty.

Wpis pochodzi z bloga Moje lektury

Fiodor Dostojewski – „Bracia Karamazow”, tłumaczenie Adam Pomorski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009, Wydanie II, ISBN 978-83-240-1263-3, ilość stron 936 + posłowie tłumacza (19 stron).

środa, 27 października 2010

100 pocztówek z Syberii

100-pocztowek-z-syberii
Dziwna jest to książka. Autor zebrał w jednym miejscu sto różnej natury przemyśleń, relacji, informacji, ciekawostek na temat syberyjskich bezkresów i ich mieszkańców. Niektóre z pocztówek mają charakter tak ogólnej refleksji, że właściwie mogłyby odnosić się do jakiegokolwiek miejsca na świecie, inne mają związek z cytowanymi przez pisarza fragmentami związanych z Rosją innych książek lub deklaracji polityczno-społecznych (liczne cytaty), są też takie, które mają posmak sensacyjnych ciekawostek przewijających się w gazetach lub na stronach internetowych. Sporo dotyczy uwarunkowań etnicznych, historycznych, obyczajowych, no i oczywiście przyrodniczo-geograficznych, wszak Syberia to obszerny i piękny, choć trochę zmarznięty kawałek Ziemi. Jak dla mnie, całość przedstawia zbyt duży i nieuporządkowany miszmasz, a i wysiłku pisarskiego w tym niewiele. Muszę jednak przyznać, że książka mnie zainteresowała, syberyjskie klimaty należą bowiem do moich ulubionych.
Generalnie, wszystkie zawarte w książce miniatury rysują smutny obraz postsowieckiej, jelcynowsko-putinowskiej Rosji z mieszkańcami rozdartymi pomiędzy radziecką mentalnością, a realiami wolnej gospodarki i wszechobecnej nędzy bez opieki państwa. Przerażają rozmiary nieprzystosowania i nieodpowiedzialności ludzkiej z jej następstwami w postaci ponad pięciuset tysięcy niechcianych dzieci. Domy dziecka przepełnione, „wychowane” na ulicach dużych miast nastoletnie dziewczynki trafiają do agencji towarzyskich, a chłopcy do mafii lub ekstremistów politycznych i bojówek terrorystycznych.
Gospodarka upada, w ostatnich dwóch dekadach zawiera się coraz mniej małżeństw, liczba rozwodów rośnie jak nigdy dotąd. Jarzmo tyranii zniszczyło więzi rodzinne, podważyło wzajemne zaufanie, znikło poczucie pokrewieństwa (…). Kiedy jarzmo zostało zrzucone, jak stało się to piętnaście lat temu, gospodarka zaczęła się gwałtownie prywatyzować, niekiedy po omacku, na chybił trafił. Odbudowa rodziny trwa jednak dłużej. Przekonanie, że jedno z małżonków jest coś winne drugiemu, albo że dzieci winne są wdzięczność rodzicom, zasadza się na koncepcji rodziny jako fundamentu moralności, koncepcji, która zastała odrzucona już przez pierwszych przywódców radzieckiej rewolucji. W efekcie kochankowie biją się nawzajem po pierwszej lepszej pijatyce, nikt nie przejmuje się antykoncepcją, lekko traktuje się wychowywanie dzieci. To mentalność łagrowa: liczy się tylko dzień dzisiejszy, który trzeba jakoś przeżyć. Wszelka opieka traktowana jest raczej jako obowiązek państwa, niż powinność wynikająca z relacji pokrewieństwa.” (Drzwi w ciemność str. 113-114)
Ale znalazłem tu również fragment humorystyczny (Kierowca od psychicznych), bo jak to w życiu czasami bywa, że jest niekiedy i straszno i smieszno równocześnie. Myślę, że jest to książka, którą można potraktować jako świetny punkt wyjścia do szerszych planów czytelniczych dotyczących Rosji i Syberii.
Richard Wirick – 100 pocztówek z Syberii, tytuł oryginału One Hundred Siberian Postcards, przekład z angielskiego Ewa Mikina, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2010,  ISBN 978-83-247-0662-4, ilość stron 187.
Wpis z bloga Moje lektury

czwartek, 5 sierpnia 2010

Moje rosyjskie sympatie

Wielokrotnie deklarowałem swoją sympatię do literatury rosyjskiej, kultury rosyjskiej i oczywiście samej Rosji. Szczególnie uwielbiam klimaty XVIII i XIX-wiecznej Rosji, atmosferę ówczesnej Moskwy i Sankt Petersburga, aurę i obyczaje rosyjskiego mieszczaństwa, szczególny sposób bycia Rosjan, którzy moim zdaniem uosabiają kwintesencję tzw. słowiańskiej duszy. No i oczywiście piękny język, ze swoim ruchomym akcentem i zwyczajem zwracania się do rozmówcy poprzez odojcowskie imię: „Serdecznie witam Piotrze Grigorijewiczu!” – piękne.
A jeśli tak, to naturalne, że najbliższy memu sercu jest Dostojewski i wszystko, co stworzył, ze szczególną atencją do „Zbrodni i Kary” i „Braci Karamazow”, „Idioty”. Powieści te posiadają tak ogromny załadunek emocjonalny, psychologiczny, obyczajowy, poruszają tak ważne, niewyczerpane i zawsze aktualne kwestie ludzkiej kondycji, dotykają uniwersalnych i ponadczasowych wartości, że ich miejsce na bibliotecznej półce jest zarezerwowane zaraz obok Biblii. Ponieważ lubię poznawać życie i psychikę moich ulubionych twórców, bardzo ważne dla mnie były biografie Dostojewskiego autorstwa Grossmana i Mackiewicza. Nowy projekt czytelniczy jest więc dla mnie świetną okazją do pogłębienia przyjaźni z Fiodorem Michajłowiczem, szczególnie przez nowe tłumaczenia „Biesów” i „Braci Karamazow” (Wydawnictwo Znak).
Poza tym literatura rosyjska to dla mnie Lew Tołstoj z nieśmiertelną „Wojną i pokojem”, choć muszę przyznać, że arystokratyczna tołstojewszczyzna trochę mniej mnie pasjonuje od mieszczańskiej dostojewszczyzny. „Anny Kareniny” nie czytałem, więc może teraz? Nie znam też Turgieniewa, a na „Zapiski myśliwego” mam ochotę od czasu, kiedy „Po śniadaniu” przyznał się do tej lektury niejaki imć Eustachy Rylski. A współcześnie? Oczywiście Boris Akunin ze swoim Erastem Fandorinem (Azazel, Dekorator, Gambit turecki, Kochanek śmierci, Koronacja, Lewiatan, Radca stanu, Walet pikowy), który w tym roku na dobre zagościł na moim blogu oraz „F.M” tego samego autora, który podobał mi się trochę mniej. Z przyjemnością przeczytałem mroczną trylogię Władimira Sorokina: „Bro”, „Lód” i „23 000” oraz „Nikołaja i Bibigul” Strelnikoffa. Przyjemne były dla mnie wrażenia z lektury książek Igora Newerlego, który w „Leśnym Morzu” i na „Wzgórzu Błękitnego Snu” opisał losy Polaków na Syberii. Niesamowite wręcz emocje wywołała u mnie książka Wasilija Grossmana „Życie i los”.
Chciałbym więc w ramach tego wyzwania przeczytać nowe tłumaczenia (Adama Pomorskiego) „Biesów” i „Braci Karamazow” Dostojewskiego. Objętość tych książek jest taka, że nie wiem, czy starczy mi czasu na coś więcej. Ale być może „Annę Kareninę” i „Zapiski myśliwego” też zdążę przeczytać. A z literatury współczesnej ostatnio kupiłem książkę Richarda Wiricka „100 pocztówek z Syberii”, więc dołączam ją do kolekcji. Na więcej książek współczesnych chyba nie starczy czasu, a poza tym – jak uczy doświadczenie – z planów i tak nigdy nic nie wychodzi.
Pozdrowienia dla wszystkich moli książkowych - Quaffery