wtorek, 7 grudnia 2010

Bracia Karamazow

Dostojewski - Bracia Karamazow

Bracia Karamazow” to powieść określana przez znawców jako moralitet, najdojrzalsze i najdoskonalsze dzieło Dostojewskiego. Są też tacy, którzy uznają tę powieść za największe arcydzieło literatury światowej.

Podczas odbywania kary zesłania na Sybir, Dostojewski poznał zdymisjonowanego oficera carskiego, podporucznika Ilińskiego, który odbywał karę za ojcobójstwo. Opisał tę postać we „Wspomnieniach z domu umarłych” (1860 r.), a dwa lata później dowiedział się, że Iliński był niewinny i oficjalnie został zrehabilitowany przed sądem. W ten sposób zrodził się pomysł napisania „Braci Karamazow”, a sprawa niesłusznie osądzonego oficera nie była jedyną z życia wziętą historią, wykorzystaną na potrzeby tej powieści.

Jej akcja została umiejscowiona w Spędobydlińsku (w tłumaczeniu A. Wata: Skotoprigoniewsku), a głównymi bohaterami są postaci stworzone przez Dostojewskiego w sposób niezwykle wyrazisty, oryginalny. To właśnie pełnokrwiste postaci ze świetnie skreślonymi portretami psychologicznymi stanowią jeden z największych atutów powieści. Ojciec rodziny, Fiodor Pawłowicz Karamazow, to postać wyjątkowo odpychająca i amoralna, sybaryta ceniący sobie ponad wszystko pieniądze i płytkie uciechy świata doczesnego, których zaspokajanie, bez względu na koszty i ból najbliższych, stanowi główny cel jego życia. Stary Karamazow ma trzech synów: Dmitrija, Iwana i Aleksieja, którzy wobec braku zainteresowania ze strony ojca wychowani zostali przez dalekich krewnych i służbę. Każdy z braci reprezentuje zupełnie inny świat, są to diametralnie różne osobowości, odmienne postawy życiowe. Najstarszy, Mitia, to typ nieopanowanego i szalonego hulaki, żyjącego z dnia na dzień zawadiaki, w każdej chwili gotowego do wypitki i do bitki. Jest pełen sprzecznych namiętności i chaotycznych myśli, taki niespokojny, rosyjski duch. Dmitrij jest nad wyraz szczerym i wrażliwym człowiekiem, nie kryje nienawiści do ojca, który za pieniądze jest gotów odbić kochanicę własnego syna. Iwan to typ intelektualisty i filozofa, wykształconego i oczytanego humanisty. Poprzez jego postać Dostojewski snuje w powieści rozważania na temat Boga, szatana, katolicyzmu, grzechu i pokuty, kondycji moralnej współczesnych mu Rosjan, ludzkiego okrucieństwa w kontekście nakazów chrześcijaństwa. Rozważania te obrazuje licznymi przykładami z kronik sądowych, opisujących bestialstwo dorosłych wobec dzieci. Wygłoszony przez Iwana poemat „Wielki Inkwizytor” oraz jego dialog z diabłem świetnie obrazują stan jego duszy i poziom gnębiących tę postać rozważań. To Iwan stawia tezę, która zostanie przez innego bohatera odebrana jako przyzwolenie do zbrodni: „Jeśli Boga nie ma – to wszystko wolno…” Trzeci, najmłodszy Karamazow to Alosza, uosobienie dobra, typ ziemskiego anioła. Uczciwy, szczery, prawdomówny, związany z cerkwią młodzieniec, który stara się żyć według zasad wpojonych mu przez starca Zosimę, mędrca i mistycznego zakonnika obdarzanego kultem przez miejscowych wiernych.

Oprócz Karamazowów występują w powieści inne, bardzo wyraźne postaci, najczęściej zestawiane przez pisarza na zasadzie kontrastów. Wszystkie najważniejsze dialogi toczą się pomiędzy szaleństwem i opanowaniem, dobrem i złem, wiarą i zwątpieniem, prostotą i wyrafinowaniem. Mamy tu więc jeszcze „rosyjską kobietę” czyli femme fatale Gruszeńkę – główny obiekt rywalizacji pomiędzy Dmitrijem i starym Karamazowem oraz Katię Iwanownę – damę, wykształconą córkę oficera, Smierdiakowa - prawdopodobnie syna starego Karamazowa z nieprawego łoża, podleca urodzonego przez wiejską, obłąkaną biedaczkę i starca Zosima uosabiającego mądrość i tradycję prawosławnej wiary. Kontrasty pomiędzy postaciami najbardziej widoczne są w ukochanych przez Dostojewskiego scenach, skonstruowanych na zasadzie „konklawe”. Chodzi tu o scenę spotkania rodziny Karamazowów u Zosima, pijackiej burdy w Mokrem i najważniejszej – rozprawy sądowej nad skazanym Dmitrijem.

Akcja tej monumentalnej powieści jest wielowarstwowa. Mamy tu do czynienia z niezwykle bogatym i skomplikowanym światem ludzkiej psychologii. Współzawodnictwo ojca i syna o względy Gruszeńki, występująca w całej powieści kwestia problemów finansowych (nieobcych również samemu Dostojewskiemu) i związanych z tym skomplikowanych relacji pomiędzy bohaterami, rywalizacja i zazdrość kobiet – to świetna pożywka dla posuniętego do granic możliwości natężenia tragicznych namiętności, dążeń, głęboko skrywanych instynktów. Wreszcie wątek kryminalny, czyli zabójstwo powszechnie znienawidzonego, starego Karamazowa i związane z tym, odkrywane z biegiem kart powieści postawy poszczególnych bohaterów i prawda o tej śmierci. Prawda, która nie zostanie odkryta przez śledczych i sąd, co zaprowadzi oskarżonego Mitię (tak jak w prawdziwej historii Ilskiego) na wieloletnią zsyłkę. Wątek oskarżenia niewinnej osoby jest dla Dostojewskiego pretekstem do wygłoszenia (procesowe mowy: oskarżycielska i obrończa) polemiki nawiązującej do współczesnych pisarzowi, reprezentowanych przez innych myślicieli, postaw, krytyk i stanowisk, dotyczących prawa, reform, moralności, wzorców postępowania, postaw społecznych, politycznych, religijnych, etc.

Cała powieść jest naładowana potężnymi emocjami, wszystkie pokazane relacje, kwestie, problemy są przedstawione w sposób skrajny, pełen ekspresji i patosu, a całość jawi się w sposób bardzo realny; wszak nie na darmo Dostojewski czytał kroniki sądowe, artykuły prasowe i zbierał liczne informacje. Myślę, że ta książka jest tak realna i pełna napięcia również dlatego, że są w niej zawarte emocje i osobiste przeżycia Dostojewskiego. Uzależnienie od hazardu i związane z tym nieustanne problemy finansowe, zesłanie na Sybir, tragiczna miłość, śmierć własnego synka (postać Iluszeczki) - to fakty z życia pisarza, których doświadczenie pomogło mu oddać w „Braciach Karamazow” mądrość życiową i prawdę. No i to wszystko, rzecz najbardziej oczywista z najoczywistniejszych, okraszone świetnym piórem mistrza Fiodora Michajłowicza. Wspomniane wyżej mowy sądowe to, moim zdaniem, doskonały przykład geniuszu pisarza. Jeśli podobnie Dostojewski przemawiał 6 czerwca 1880 r. podczas odsłonięcia pomnika Puszkina w Moskwie, to nie dziwię się relacjom z tego wydarzenia, według których jego słuchacze mdleli z wrażenia.

Powieść „Bracia Karamazow” miała być jedną z kilku części większego cyklu powieści. Z materiałów, jakie pozostały po Dostojewskim wiadomo, że kolejna powieść miała dotyczyć głównie Aloszy, który z braciszka zakonnego miałby przeobrazić się w rewolucjonistę! Jego postać też miała być odzwierciedleniem autentycznej postaci, studenta Dymitra Karakozowa, powieszonego za próbę zamachu na cara. Szkoda, że śmierć Dostojewskiego zniweczyła te plany, bo dla mnie byłaby to okazja do kolejnej uczty, tak jak ucztą była dla mnie lektura „Braci Karamazow”.

I jeszcze kilka słów o tłumaczeniu:

Było to dla mnie kolejne, po latach, spotkanie z Karamazowami. Powróciłem do tej powieści ze względu na nowe tłumaczenie Adama Pomorskiego. Nowe tłumaczenia powieści coraz częściej wzbudzają żywe dyskusje. Dotyczy to szczególnie dzieł funkcjonujących od kilkudziesięciu lat w historycznych przekładach, które na stałe wprowadziły do naszego języka i kultury rozpoznawalne zwroty, uważane dzisiaj niemal za kultowe. Tak było np. z „Dobrym wojakiem Szwejkiem”, czy – zaglądając na zupełnie inną półkę – chociażby ze słynną trylogią Tolkiena.

W przypadku „Braci Karamazow” tłumaczenie Adama Pomorskiego jest przez wydawcę określone jako kongenialne, czyli idealnie oddające pierwowzór. Właśnie z tego powodu kupiłem to wydanie i porównując je z przekładem A. Wata miałem początkowo mieszane uczucia. Nie jestem oczywiście w stanie wypowiedzieć się na temat kongenialności najnowszego wydania, bo choć należę do pokolenia, które uczyło się języka rosyjskiego już od podstawówki, to moja znajomość tego języka jest, najoględniej rzecz ujmując, mizerna. Mogę natomiast podzielić się kilkoma spostrzeżeniami wynikającymi z samego porównania tłumaczeń. Myślę, że stare tłumaczenie Wata jest zdecydowanie prostsze w odbiorze tej niełatwej przecież powieści, czyta się je szybciej i jest – pomimo upływu kilkudziesięciu lat – łatwiej przyswajalne przez polskiego czytelnika. Z drugiej strony, wierne tłumaczenie Pomorskiego jest bardziej rozbudowane, bogatsze i w wielu miejscach oddaje delikatne niuanse i subtelności wypowiedzi, których nie ma u Wata. Pomorski nie stroni od rusycyzmów, które współcześnie nie funkcjonują u nas w powszechnym obiegu (np. narowy, kostera, samodurstwo), a niektóre zwroty są trudniejsze do zrozumienia. Przykład z Pomorskiego: „Toteż i postępek Adelaidy Iwanowny Miusow był ponad wszelką wątpliwość echem obcych wpływów i myśli, w głupstwa wywarzonych kuźni.” Czy ktoś dzisiaj wie, co to znaczy „w głupstwa wyważonych kuźni”? A oto odpowiednik tego zdania z A. Wata: „Podobnie zamążpójście Adelaidy Iwanowny Miusow było niewątpliwie echem obcych wpływów i wynikiem rozdrażnienia zmąconej myśli.”

Moje spostrzeżenia są oczywiście bardzo pobieżne i bynajmniej nie roszczą sobie pretensji do naukowych rozpraw, jestem wszak kompletnym laikiem. Ja tylko czytam. Proponuję przeczytać i ocenić samemu. Generalnie sądzę, że A. Wat pozwala nam się z powieścią zapoznać, natomiast Pomorski umożliwia rozsmakowanie w szczególnej urody dostojewszczyźnie. I na koniec jeszcze kilka porównań tych dwóch tłumaczeń:

1)

„Ponoć młoda żona okazała przy tym o niebo więcej szlachetności i wzniosłości uczuć niźli Fiodor Pawłowicz, który, jak dziś wiadomo, zaraz na wstępie buchnął wszystkie jej pieniążki, jak obszył dwadzieścia pięć tysięcy, kiedy tylko je otrzymała, tysiączki te odtąd jakby się więc dla niej pod ziemię zapadły.” (Pomorski)

„Powiadano, że młoda małżonka wykazała bez porównania więcej szlachetności i wyższości od swego męża, który, jak to obecnie wiadomo, od razu wyłudził od niej całą gotowiznę – około dwudziestu pięciu tysięcy, które dostała w posagu; oczywiście wszystkie te tysiączki przepadły dla niej jak rzucone do wody.” (Wat)

2)

I może naprawdę byłby wtedy odjechał; podjąwszy jednak takie postanowienie, poczuł się zarazem w szczególniejszym prawie dla kurażu przed podróżą oddać się znowuż najbezbrzeżniejszemu pijaństwu.” (Pomorski)

I może naprawdę byłby wtedy pojechał, lecz powziąwszy takie postanowienie, od razu uznał za stosowne dodać sobie animuszu huczną wypitką.” (Wat)

3)

„Skonstatował jedynie, że młody człowiek jest lekkoduch, awanturnik, z narowami, niecierpliwy, kostera i że dość mu tylko od czasu d czasu drapnąć jakąś sumkę, a już, nie na długo, rzecz jasna, czuje się kontent.” (Pomorski)

„Stwierdził poza tym, że młodzieniec jest lekkomyślny, gwałtowny, niecierpliwy, pełen namiętności, hulaszczy, że łatwo go można zaspokoić, co prawda nie na długo, doraźnymi małymi datkami.” (Wat)

4)

„Bliższych szczegółów nie znam, słyszałem jedynie, że ponoć tę potulną, cichą i łagodną wychowankę odcięli raz ze stryczka, który uwiesiła na gwoździu w drwalce – tak trudno było jej ścierpieć fanaberie i wieczne wymówki tej staruszki, zapewne nie najgorszej, ale z bezczynności podłej w najnieznośniejsze samodurstwo.” (Pomorski)

„Nie znam bliższych szczegółów, słyszałem tylko, że pewnego razu odcięto tę cichą, łagodną i bezbronną istotę od stryczka, na którym chciała się powiesić w swej komórce; zapewne dobrze musiały dać się jej we znaki kaprysy, fanaberie i wieczne wymówki tej może i niezłej staruchy, którą jednak ustawiczna bezczynność czyniła nieznośną sekutnicą.” (Wat)

5)

Była to prawda; młody człowiek z pozoru miała nawet wpływ na starego; ten zaś, choć nadzwyczaj, a nawet czasem złośliwie narwisty, zaczął kiedy niekiedy, zdawać się mogło, omalże okazywać mu posłuch; nawet prowadzić się zaczął niekiedy przyzwoiciej…” (Pomorski)

Tak było istotnie, młodzieniec miał widoczny wpływ na starego, który chwilami jak gdyby zaczął go słuchać, chociaż był niesłychanie, po prostu złośliwie uparty; co więcej, Fiodor Pawłowicz zaczął zachowywać się przyzwoiciej…” (Wat)

6)

Wieczorem tegoż dnia spił się na umór i w przytomności Aloszy urągał mnichom.” (Pomorski)

Tegoż wieczoru upił się jak bela i wobec Aloszy wymyślał na mnichów.” (Wat)

7)

Alosza przemieszkiwał w samej celi starca, który bardzo go lubił i dał mu do siebie przystęp.” (Pomorski)

Alosza zamieszkał w celi starca, który go bardzo polubił i trzymał przy sobie.” (Wat)

8)

Aloszę trochę to zdetonowało.” (Pomorski)

Alosza zauważył to od razu z uczuciem niejakiego zakłopotania.” (Wat)

9)

Tarantas ruszył szparko” (Pomorski)

Tarantas ruszył i potoczył się szybko.” (Wat)

10)

„Obecna zaś notatka w gazecie „Pogłoski” opatrzona była nagłówkiem: Ze Spędobydlińska (tak, niestety, zowie się nasze miasteczko, długo skrywałem to miano), przed procesem Karamazowa.” (Pomorski)

„Notatka zaś w „Echach" była zatytułowana: Ze Skotoprigoniewska (niestety, tak się nazywa nasza mieścina, długo ukrywałem tę nazwę). Echa sprawy Karamazowów.” (Wat)

W następnym wpisie ciekawe cytaty.

Wpis pochodzi z bloga Moje lektury

Fiodor Dostojewski – „Bracia Karamazow”, tłumaczenie Adam Pomorski, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009, Wydanie II, ISBN 978-83-240-1263-3, ilość stron 936 + posłowie tłumacza (19 stron).

3 komentarze:

  1. Świetna robota, czyli porównanie tłumaczeń.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to mawiał Voltaire: "Tłumaczenia są jak kobiety - albo piękne, albo wierne". ;) Te słowa chyba idealnie tu pasują. Rzeczywiście tłumaczenie Wata piękne, ale czy prawdziwe i tym samym wierne? Pomorski natomiast miał więcej swobody przy tłumaczeniu i mógł przelać słowa wiernie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tłumaczenia Pomorskiego nie znam. Przytoczone fragmenty wydają się jednak strasznie napuszone i na siłę, sztucznie wystylizowane. "Braci Karamazow" w przekładzie Wata nie zamienię na nic innego. Natomiast odradzam zdecydowanie tłumaczenie Wacława Wireńskiego (Zielona Sowa, Kraków, 2005). Można odnieść wrażenie, że zostało wykonane na kolanie i prostacko, byle prędzej. Zero nastroju i wyczucia.

    OdpowiedzUsuń