Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Zosik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uczestnik - Zosik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 marca 2011

"Stroma ściana" Eugenia Ginzburg


Jest rok 1937. Eugenia Ginzburg – wzięta nauczycielka akademicka i dziennikarka, żona kazańskiego dygnitarza, komunistka z przekonania i wyznania, zostaje aresztowana. Za rzekomą działalność terrorystyczną, w rzeczywistości bez powodu, na podstawie sfałszowanych dowodów i relacji przekupionych świadków. Jej los podzieliły wówczas setki tysięcy radzieckich intelektualistów, ale Eugenia tego jeszcze nie wie. Aresztowanie wprawią ją w zakłopotanie. Nie żeby się go nie spodziewała. Sygnały, że kroi się coś niedobrego, w ciągu ostatnich miesięcy jej wolności były liczne, ale do ostatniej chwili nie wierzyła, że podobna zniewaga może spotkać uczciwego i oddanego członka partii. Toteż aresztowanie bierze  początkowo za pomyłkę systemu, ale system totalitarny się nie myli i (jeszcze) do błędów nie przyznaje. Tego Eugenia też jeszcze nie wie, a zetknięcie ze stalinowskim systemem więziennym, wielogodzinne przesłuchania i pokazowy proces to dopiero początek jej długiej drogi przez mękę. Przez kolejne kręgi piekła: od izolatki w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Jarosławiu, przez wielodniowy etap na Kołymę i sam pobyt w obozach pracy.

więcej o "Stromej ścianie" Eugenii Ginzburg TUTAJ

czwartek, 30 grudnia 2010

„Pierwszy dzień reszty życia” Jurij Drużnikow


Rzecz z gatunku tych gęstych i wielowątkowych, w których bogu-ducha-winny-bohater zostaje wbrew swej woli wciągnięty w nieprawdopodobną i w istocie swej absurdalną intrygę o zasięgu międzynarodowym. Tym bogu-ducha-winnym jest tu Drużnikow we własnej osobie – dysydent, emigrant, wykładowca literatury rosyjskiej na jednym z uniwersytetów w Kalifornii i pisarz, z premedytacją i sporą dozą przewrotności bawiący się konwencją powieści sensacyjno-szpiegowskiej. Z myślą o kolejnej książce pisarz prowadził niezobowiązujące badania na temat Gwiazdy Generalissmusa – odznaczenia, którym towarzysz Stalin sam siebie uhonorował za wygranie II wojny światowej. Wkrótce po tym ślad po Gwieździe zaginął. Nic jednak co tyczy się osoby Stalina nie może być niezobowiązujące, nawet w roku 2005, tym bardziej, że nie tylko Drużnikowa żywo interesują dalsze losy orderu.
Całość tutaj

poniedziałek, 27 września 2010

Sonata Kreutzerowska - Lew Tołstoj


(...) „Albert” to uroczy literacki drobiazg, z ducha nieco przypominający opowieści niesamowite. Tołstoj opowiada historię krótkiej przyjaźni zamożnego kawalera i zapijaczonego acz wybitnie uzdolnionego skrzypka – Alberta – niegdyś triumfującego w koncertowych salach, teraz bezdomnego menela, który przepił nawet własne skrzypce, a powodem jego społecznej i moralnej degrengolady była, oczywiście, nieszczęśliwa miłość. „Albert” jest stosunkowo wczesnym utworem toteż Tołstoj, miast kategorycznej krytykować, pisze o muzyku w tonacji lirycznej, nawet z pewną dozą czułości. W zgoła odmienny ton uderza trzydzieści lat później w „Sonacie Kreutzerowskiej”. Dość powiedzieć, że z każdą chwilą miałam coraz większą ochotę, aby z trzaskiem zamknąć książeczkę i rzucić nią o ścianę.

Całość do przeczytania TUTAJ

czwartek, 12 sierpnia 2010

Empire V, Wiktor Pielewin


Niezbyt rozgarnięty pracownik supermarketu – Roma – pewnego dnia spostrzega na płycie chodnikowej ogłoszenie o wielce obiecującej treści. Nie mając zbyt wiele do stracenia podąża w nakazanym kierunku po to, aby trafić do kwatery pewnego tajemniczego jegomościa, który(niespodzianka) wgryza się w szyję oszołomionego chłopaka i natychmiast umiera. Gdy Roma się ocknie będzie już wampirem, a wampiry w Rosji to elita i to taka przez duże e.

Tak zaczyna się „Empire V”, kolejna szaleńcza podróż mojego ulubionego (obok Lwa Tołstoja – wiem zestawienie dość zaskakujące) rosyjskiego pisarza. Jeśli można o nim powiedzieć coś pewnego to, to że wypracował sobie własny, zuchwały, ale i wdzięczny styl. Styl, którego niepodobna pomylić z żadnym innym. Proza Pielewina jest przewrotną i piekielnie inteligentną zabawą z konwencją oraz językiem. Intertekstualnymi igrzyskami. Mieszanką kultury współczesnej z dawną, wschodu z zachodem, mitologii z dyskursem akademickim i nade wszystko rosyjskimi realiami, co po przepracowaniu przez (nie bójmy się tego słowa!) wybujałą wyobraźnię pisarza daje co najmniej interesujące i nie rzadko bardzo zabawne efekty.

Przeczytaj całość TUTAJ

sobota, 7 sierpnia 2010

Zdrastwujtie!

W ferworze radości z przystąpienia do rosyjskiego wyzwania zapomniałam się przywitać, co też nadrabiam i niniejszy potwierdzam swój udział. Witajcie :-)
Od pewnego czasu unikałam udziału w czytelniczych wyzwaniach, bo jednak - jak by nie patrzeć - w pewien sposób ograniczały dobór lektur, a ja tego bardzo nie lubię. Co innego literatura rosyjska - ta od zawsze mnie fascynuje i kilka lat temu czytałam jej naprawdę sporo. Dość powiedzieć, że jednym z mych ulubionych pisarzy jest Lew Tołstoj, Bułhakowa przeczytałam wszystko co zostało przetłumaczone na język polski, a Fiodora D. szczerze nie cierpię. Do wyzwania zatem nie przystępuję, aby poznać klasyków - bo tych z gruntu znam. Swój udział traktuję jako pretekst do ponownego bliższego przyjrzenia się literaturze rosyjskiej, której czytanie niemalże zarzuciłam ostatnimi czasy nad czym ubolewam i... dotąd na ubolewaniu się kończyło, bo i tak miałam co innego do czytania.
Planów nie robię - to rzecz oczywista - będę brać to co mi wpadnie w ręce ze szczególnym uwzględnieniem własnych zbiorów. Tylko jedno jest pewne - jako pierwsza pojawi się recenzja ostatniej powieści Wiktora Pielewina, bo właśnie skończyłam ją czytać i... zdradzę na razie tyle, że warto było przystąpić do wyzwania, aby w końcu ją przeczytać :-)